Archiwa tagu: w drodze

i tak płynie czas, nie dogania nas, w każdym z nas czas zatrzymuje się nie raz

Za nami wyskok w plener. Prawie dwa tygodnie bez neta, telefonu, wygodnego łóżka. Tego tak naprawdę było mi trzeba. Zasiedziałem się i wolny czas mijał raczej pod dachem. Było dużo muzyki, trochę czytania. Odkryłem kilka blogów z których jeden trafił prosto w mój gust. Obejrzałem nawet serial. Pierwszy po około 5 latach. Od czasu kultowego Pitbula. Tym razem po amerykańsku. Breaking Bad to coś co po takiej przerwie wgniata w fotel. Polecam… Czytaj dalej i tak płynie czas, nie dogania nas, w każdym z nas czas zatrzymuje się nie raz

kolejna zmiana miejsc i blogowa stagnacja

Ostatnio blog świeci pustką. To trochę standard. Powtarzający się schemat. Okres niemocy twórczej przeplata się z eksplozjami aktywności, które u mnie coraz rzadsze. Przy takiej “intensywności” wpisów zbyt wielkich szans na bycie dobrym blogerem to ja raczej nie mam. Lekki paradoks się przy tym tworzy, bo przecież gdzieś tam myślę by zająć się tym trochę poważniej, bardziej profesjonalnie i może nawet przeskoczyć z wordpressa na własną instalacje. Mam jednak opory, takie jakby antymainstreamowe, bo przecież w necie już tyle tego jest. Każdy coś wrzuca, promuje się, lansuje…

Czytaj dalej kolejna zmiana miejsc i blogowa stagnacja

myślę, że mam to już za sobą i nagapiłem się dość – powrotny stop

i znów utkwiłem...

Czasy długich tripów to przeszłość. Dzisiaj trzeba się zadowalać tym co przejściowe. Zresztą nie ma się co oszukiwać. Na dłuższą metę tego typu wyskoki zmęczą każdego. Szybki powrót był więc całkowicie wskazany.  Aura ponownie stała się wroga i aby łatwo się z nią pogodzić znów potrzebny był mały łut szczęścia. A tego zawsze najwięcej miałem w drodze. Nie wątpiłem więc, że i tym razem przebrnę przez nadciągające śnieżyce z łatwością. Pełen luz się opłacił. Po zejściu z promu, nie zdążyłem nawet dobrze się rozejrzeć. Już bowiem zajechał przed moje oblicze eksbackpaker z Niemiec, wiozący grupkę turystów ze swojego kraju, do domu. Taki stop to ja rozumiem 🙂 Czytaj dalej myślę, że mam to już za sobą i nagapiłem się dość – powrotny stop

nie przeszkadzaj mi polarna noc wokół nas – trudności w uchwyceniu na zdjęciach zorzy

Zorza to zjawisko, robiące wrażenie. Pomyślałem sobie więc, że jeśli już zapędziłem się na tyle daleko, to było by miło upolować ją na fotce. Ma ona jednak to do siebie, że jest nieprzewidywalna. Niby można sprawdzić w necie czy akurat tej nocy będzie na “naszym” niebie. Ale pozostaje kwestia pogody. Jeśli nad nami goszczą chmury to raczej nic nie wypatrzymy. Czytaj dalej nie przeszkadzaj mi polarna noc wokół nas – trudności w uchwyceniu na zdjęciach zorzy

mam pokój z widokiem – chata na Lofotach

Zawsze miałem problem z dłuższym zarzuceniem kotwicy. Wieczne ciągotki za horyzont. Non stop do przodu. Non stop w ruchu. Czasem zwalniałem najwidoczniej tylko po to, by za moment znów niespokojnie wypatrywać tego co kryje się gdzieś tam… Jakiekolwiek próby z postojem na dłuższą metę zaczynały przynosić odwrotny skutek. Tylko ruch dawał spokój… W zależności od jego natężenia i zasięgu następował potem czas relaksu i pewnego rodzaju spełnienia. Jego długość nigdy nie była stała. Mógł trwać dzień, miesiąc… I znów coś zakłócało cisze. Przerywało spokojny sen. Nie pozostało nic innego jak ruszyć. Wyjść. Opuścić bezpieczną przestrzeń. Sprzeczka i walka z samym sobą nie ma sensu. Klucz do pełnej satysfakcji zawsze tkwił w drodze… Czytaj dalej mam pokój z widokiem – chata na Lofotach

ciemno, zimno i do domu daleko – obrazki z Lofotów

Po tym kraju trochę się powłóczyłem. Z  miejsc, które przyciągały mnie niczym magnes nie zostało wiele. Można powiedzieć, że wszędzie gdzie zależało mi by zajrzeć już się przelotnie zjawiłem. I tak właśnie na mojej liście, której tak naprawdę nie ma odhaczam kolejną perełkę. Chyba ostatnią, z tych naprawdę upragnionych. Teraz mogę już spokojnie spać. A Lofoty jakby nie było spełniły oczekiwania. Czytaj dalej ciemno, zimno i do domu daleko – obrazki z Lofotów

wiesz, to nie jest tak, że próbuję gdzieś uciec, a nawet jeśli, to możesz być pewna, że wrócę – stopem przez Lofoty

Chwilę temu padła trzydziestka. A ja? Wciąż niesyty. Nadal chcący żyć pełną gębą. Gnać pod prąd. Zrywać karmiczne łańcuchy. Wbrew logice. Wbrew wszystkiemu. Kochać mocno. Wściekać się. Walczyć. Buntować.

A za mną? Góry. Morze. Niebo. Krainy szaleństwa. Tanie wina nad Mekongiem. Bezdomność w Rio. Trochę bójek. Dwie nocki w pudle trzeciego świata. AK-47 przy twarzy. I nie jeden psychodeliczny odjazd. Niekrępujące, hedonistyczne czasy. Gdy wszystkiego chciało się spróbować. Dotknąć palcem. Krew. Zachwyt. Łzy. Harmonia. Wolność… I historie napawające dziką dumą, których jednak nikt nie usłyszy. O których nikt nie przeczyta… Czytaj dalej wiesz, to nie jest tak, że próbuję gdzieś uciec, a nawet jeśli, to możesz być pewna, że wrócę – stopem przez Lofoty

po drugiej stronie, na pustej drodze – wjazd na podbiegunowe koło

Rzadko śpię na dworcach. A dwa razy na tym samym to już w ogóle  Raczej się jeszcze nie zdarzyło. Do czasu jednak gdy znów trafiam do niczym nie wyróżniającego się miasteczka w okolicach koła podbiegunowego, Mo i Rana. Właśnie tutaj skorzystałem kiedyś z możliwości bycia zamkniętym na parę godzin w budynku dworca. A było to kilka lat temu. gdy wraz z kumplem Sebą podjąłem się zrealizowania jednego z najgłupszych pomysłów w życiu. Dzisiaj myślę o tym z mieszanką dumy i pokory. Na pewno było to pewnego rodzaju szaleństwo przy którym mój obecny wypadzik to pikuś. Środek zimy i ta przewaga ciemności. Brak kasy, której mieliśmy się szybko dorobić. Poszło trochę inaczej. Fajnie się wspomina. Szczególnie leżąc na tej samej ławce. Temperatura tak naprawdę niewiele się różni  Termometr pokazuje minus 20, czyli jakieś 10 mniej. Wtedy wiatr i wszędobylski śnieg. Dzisiaj bezchmurne niebo i połyskująca zorza. Czytaj dalej po drugiej stronie, na pustej drodze – wjazd na podbiegunowe koło

a droga długa jest – początki autostopu na daleką północ

Cztery dni bez większych chmur. Tego się raczej na starcie nie spodziewałem. Powiało więc nieskrępowanym optymizmem. A pomysł jaki miałem w głowie współbrat ze słońcem mógł nabrać jeszcze bardziej realnych kształtów. Cóż z tego, jeśli to pogodowe okno musiałem poświęcić głównie na nie cierpiące zwłoki sprawy urzędowe. A gdy się wreszcie mogłem ruszyć, to jakby na przekór, świat wokół zawirował. Dosłownie. Początek stopowania w kierunku północy obfitował bowiem w pełną białych płatków niezbyt przejrzystą poświatę  Zrobiła się “alaska”. Nie zniechęcony zbytnio korzystając z podwózki jadących do pracy chłopaków stawiłem się na wylotówce w stronę Bergen. I w ten sposób moje postanowienie jeszcze z czasów wędrówki po Patagonii, że czas przystopować ze stopowaniem przestaje istnieć. Pocieszam się, iż było tam też założenie, że odpuszczam tylko na jakiś czas. Czytaj dalej a droga długa jest – początki autostopu na daleką północ