nowe horyzonty – praca w australii

Kolejny dzien w pracy dobiega konca. Ostatnie minuty. Wokol jest juz prawie calkiem ciemno. W lodowce czeka zimne piwo, a po glowie chodzi glownie goracy prysznic. Pozostalo mi tylko umycie pewnego drobiazgu. W ekspresowym tempie siegam po waz ogrodowy, ktorego trzymajac jednoczesnie zaczynam biec. W tym samym momencie katem oka dostrzegam, ze ze zwojow wypelza cos w moim kierunku. Mam wrazenie, ze serce na chwile przestaje mi bic. Nie wiedzac jeszcze z czym mam do czynienia instynkt nakazuje ucieczke.Jest zbyt ciemno na szybka identyfikacje.

Biegnac wolam jednoczesnie Colina, mojego tymczasowego szefa. Z daleka slysze tylko:
-To napewno pyton!
No tak, juz pierwszego dnia na pytanie, czy duzo tutaj wezy, skwitowal to krotko tak, ale bez obaw, na tej farmie sa tylko przyjazne
Widze, ze gad nadal tkwi na betonowym placu. Kierujac w jego strone snop swiatla juz wiem. To king brown. Jeden z najbardziej niebezpiecznych zwierzat na naszej planecie. Bardzo agresywny. A wiec znow mialem duzo szczescia…
Po chwili Colin trzymajac w dloniach lopate po raz kolejny chce pokazac mi co znaczy prawo przetrwania w Polnocnym Terytorium. Nie zabijesz go dzis, on zabije ciebie jutro. Ten jednak wpelzajac pod sciane unika smierci. Przynajmniej tego dnia.
Od trzech tygodni prawie codziennie mam do czynienia z jakims gadem. Kiedy pewnego poranka wyjezdzalem z Darwin zmierzajac w kierunku zachodniegoi wybrzeza, nie myslalem za wiele o pracy. Ciagle ktos mowil, ze jest megaciezko, bo przeciez recesja dotarla takze tutaj. A ja mam na dodatek tylko trzymiesieczna, turystyczna wize. Wystarczylo jednak stanac przy drodze z wystawionym kciukiem, aby juz w drugim samochodzie dostac oferte. Miedzy innymi wlasnie za to tak bardzo lubie stopa.
Praca sama w sobie okazala sie byc wypelniona egzotyka. Do najblizszego sklepu kilkadziesiat kilometrow. Brak internetu i zasiegu w telefonie. Obok farmy rzeka pelna krokodyli. Poza tym w dzien zabojcze temperatury, a noca ilosc komarow przekraczajaca wszelkie dopuszczalne normy. Wokol setki ropuch, ktorych jad moze usmiercic nawet krokodyla. Te z kolei, od kiedy tutaj jestem pozbawily zycia dwoje mlodych ludzi…
Mimo, iz jazda wozkiem widlowym sama w sobie nie jest jakas wielka przygoda, to cala reszta gwarantuje duzo wrazen. Chociazby off road, ktoremu bez reszty oddajemy sie kilka razy w tygodniu. Pomyslalem sobie wtedy, ze jesli kiedys stworze liste dziesieciu najbardziej odjazdowych szalenstw, to nocna jazda po buszu zajmie na niej zaszczytne miejsce.
Juz drugiego wieczoru, zanim zdarzylem cokolwiek zjesc pod moj pokoj podjechala terenowa toyota i po uprzednim kilkakrotnym uzyciu klaksonu, zostalem wywolany na zewnatrz.
Ty jestes nowy backpacker? Wskakuj! Cos ci pokazemy…
Po chwili stojac na pace podziwialem niebywale umiejetnosci w prowadzeniu samochodu przez wciaz nastoletnia Casey. Obserwujac jednoczesnie za pomoca ogromnego halogenu dzikie zwierzeta, ktorych iloscia bylem zszokowany.
Ze swoistego transu wyrwalo mnie wtedy nagle zatrzymanie pikapa. Powod, to lezacy czesciowo na drodze ogromny pyton, ktorego przenosimy kilka metrow w glab buszu. Jest niegrozny, wiec pozostaje przy zyciu…
Tego dnia, tak do konca nie wiedzialem jeszcze, iz bywa, ze te nocne wypady maja w sobie konkretny cel. To nie tylko rozrywka, czy szukanie wrazen… Chodzilo mianowicie o cos bardziej spolecznego. Polowanie na dzikie swinie nasowalo poczatkowo dosyc negatywne konotacje, gdyz gdy zwierze juz zostalo usmiercone pozostawalo w buszu jako latwy lup dla padlinozercow. A wiec nie chodzilo o mieso, ktore przypuszczalem, ze moze byc jakos wyjatkowo smaczne… W Australii jednak zabijanie tych zwierzat jest akceptowane przez spoleczenstwo, gdyz naleza do bardzo szybko rozmnazajacych sie i przenoszacych choroby szkodnikow. Na dodatek o sporych gabarytach…
Bywaly dni podczas ktorych ledwo zdarzylo zajsc slonce, a zjawiala sie spora rzesaz mlodych i niejednokrotnie dosyc dzianych australijczykow. Najczesciej silniki ich terenowych samochodow nie mialy pojemnosci mniejszej niz cztery litry. Dodatkowo guady i lejacy sie strumieniami alkohol, tworzyly dosyc wybuchowa mieszanke. Nadal sie zastanawiam jak to mozliwe, ze wszyscy wracali do domow, bez wiekszych uszczerbkow na zdrowiu. W Europie to wszystko byloby nie do pomyslenia. Tutaj ogromne przestrzenie stwarzaja idealne warunki do tego typu “sportu”, wiec nie jest to tak druzgocace dla przyrody.
Tak krotki pobyt, a jednak zaowocowal ogromnym bagazem, calkowicie nowych doswiadczen, ktorych nie sposob zapomniec. Opuszczajac farme czulem, ze moglbym spedzic tu jeszcze troche czasu, bedac jednoczesnie pewien, ze okoliczna natura, a takze ludzie polnocnego terytorium moga zaskoczyc mnie jeszcze nie jeden raz.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *