laos

Wjazd do Laosu od strony Tajlandii to przeskok jakby do innego, bardziej dzikiego, egzotycznego świata. Taka lekka przepasc… Podobne roznice mialem jeszcze pozniej odczuwac nie raz w tej czesci Azji. Jesli chodzi o gory rozbieznosc nie jest taka wielka. Zostawia sie jednak za soba komercje i uslugi podane na talerzu. A to akurat przypada mi do gustu. Juz pierwszy dzien skutecznie zniechecil takze do autostopu, ktory u sasiadow byl wybitnie sprzyjajacy. Zreszta poddanie sie w tej kwestii przyszlo latwo, bo ceny publicznych srodkow transportu nie naleza do zabojczych… Bywaja za to nieprzewidywalne. Bez taryfy ulgowej dla przybyszow z zachodu. Czasem przepelnione do granic mozliwosci. Z wykorzystanym kazdym skrawkiem, gdzie oprocz ludzi moze znalesc sie doslownie wszystko. Trzeba tylko uwazac by nie wpakowac plecaka w swinskie odchody… Generalnie podobalo sie. Troche wiecej absurdow rodem z trzeciego swiata, przy ktorych Tajlandia mimo sporego uroku byla zbyt banalna. Wczesniej odczuwalem jakis brak tego czego szukalem. Laos zapelnial pewna przestrzen, ktorej moja podswiadomosc oczekiwala.  Wypadaloby pewnego dnia tam powrocic…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *