po prostu Norwegia

jest jednak coś co mnie trzyma tu tym bardziej

Wielu się wydaje, że jestem tu, czyli w Norwegii tylko dla pieniędzy i inne powody po prostu nie istnieją. Na pewno mając rodzinę tzn. będącego pod naszymi skrzydłami potomka temat floty nabiera trochę innego znaczenia. Kiedyś zdecydowanie nie przywiązywałem się do rzeczy i większość hajsu wydawałem na podróż, przygodę, rozwój… A ewentualny zakup gadżetów nie był podyktowany samą potrzebą posiadania lub co gorsze, dla szpanu , bo przecież szczena sąsiadom opadnie…

I znów pojechałem. Już na początku dygresja, odejście od tematu, a przecież ma być o czymś innym. Bez ironii i krytyki. Ten tekst w zamierzeniu ma być o ludziach takich z którymi chce się spędzać czas. Chociaż niestety spotkałem się czasami z podejściem tak jakby anty. Wokół zbyt często słyszę narzekanie. Szczególnie w necie… Jacy to ludzie, świat i w ogóle. Jakby wszystko było w mało kolorowych barwach. By przypadkiem nikomu nie ufać, z rodziną to najlepiej tylko na zdjęciu i jeszcze z boku, by być przygotowanym aby ewentualnie można się było odciąć.

Oczywiście nie wszyscy.

A ja, być może jestem przy tym mega naiwny, ale lubię po prostu komuś zaufać. I wciąż wierzę w ludzi. Nawet gdy nie chciałem specyfikować od razu wszystkich Syryjczyków, bo miałem kiedyś szansę ich odwiedzić, to dla niektórych od razu jestem po ich stronie. No cóż… Być może widziałem już jednak zbyt wiele. Albo zbyt mało…

Będąc poza Polską z nawiązaniem dobrych znajomości bywa różnie. Przyjaźń to już według niektórych relikt. To jednak temat bardziej skomplikowany. Znalezienie kogoś nadającego na podobnych falach nawet na własnym podwórku nie jest sprawą łatwą. A poza granicami z racji iż środowisko swoich rodaków bywa mocno zawężone, to w dużym stopniu kwestia przypadku. Zrozumienie i to nie tyle językowe, to często główny powód dla którego woli się poniekąd swoich. A zresztą w wielu europejskich miejscach jest nas taka ilość, że czujemy się jak u siebie. Tak jest między innymi tutaj. W Norwegii kontakt z naszymi jest całkiem łatwy. A więc wystarczy namierzyć kogoś z kim da się całkiem fajnie pogadać i gdzieś wyjść. I co ważne. Nie mieć przy tym poczucia straconych chwil…

A ja już tak mam, że niby lubię ludzi, ale patrząc na niektórych mam wrażenie jakbyśmy byli z innych planet. Na pewno duże znaczenie mają wspólne zainteresowania. I pasja. Chociaż niekoniecznie musi być podobna, ale wiadomo, że jeśli ma się bzika na tym samym punkcie, to łatwiej znaleźć wspólny język. Więc z takim towarzystwem staram się spędzać czas…

Tym razem pomijam góry i wyjścia stricte w tym kierunku. Nie tylko tam bowiem prowadzi moja ścieżka.

A rodzinnie to już w ogóle, powinno być raczej z umiarem, spokojniej… Co wcale nie oznacza, że ma być bez szaleństw.

w-kongeparken

Bywa na przykład, albo raczej bywało, bo ostatnio temat w odstawce, że trochę bliżej miasta wyskakiwałem, by poszperać za keszami.

Jak chociażby wypad gdy z grupką znajomych wybraliśmy się na wyspę Hundvåg, połączoną że Stavanger mostem. Na początek więc kilka fot z tego dnia.

HundvågHundvågHundvågHundvågHundvågHundvåg

Dla niektórych nie był to pierwszy kontakt z geocachingiem.

pierwszy wpis do kesza

Byli jednakże tacy, którzy z tą zabawą nie mieli wcześniej do czynienia.

Zresztą cały ten wpis jest to takie zaglądanie wstecz, bo jakoś tak uznałem iż niektóre zdjęcia najwyższy czas by ujrzały światło dzienne.

Między innymi z dnia, gdy ruszyliśmy bez większego planu, aby bez jakiejkolwiek spiny pogadać sobie w całkiem fajnym towarzystwie.

grill w okolicach Oltedal

Zresztą nie samym gadaniem człowiek żyje. Było dobre jedzenie, trochę muzyki, gry… Każdy znalazł coś dla siebie. Szczególnie dzieciaki, którym próbujemy pokazać kawałek tego świata.

podziwianie widokówokolice Oltedal

Zabraliśmy je między innymi by obczaić czy w okolicy jest ukryty jakiś “skarb”. Nie każdy próbował bowiem bawić się wcześniej w geocaching.

gdzieś w lesiew poszukiwaniu keszyprzeprawaczasami trzeba się wspinaćpowrótprzerwa

Jakby nie było. Również przyroda wokół miała do pokazania co nieco.

okolice Oltedalokolice Oltedalmieszkaniec Norwegii

Niektórzy rodzice (oby wszyscy) próbują zapewnić swoim pociechą jak najwięcej wrażeń organizując maluchom przeróżne przygody. Jak chociażby zabawę w piratów. Ale to już miało miejsce innym razem.

opracowywanie planuzaraz ruszamyposzukiwaczepiraci tuż przed wyprawa

A piraci musieli przy okazji odszukać kilka skarbów.

mapa skarbówpiracipiracki teampiraci w akcjipiraci podczas poszukiwańpirackie łupy

Ale tak naprawdę ten dzień nie był zorganizowany z myślą tylko i wyłącznie o dzieciach. Dorośli także mieli coś dla siebie.

grajek na didgeridootaneczny występwystęp

I nawet jeśli typ grania prezentowany ze sceny nie był do końca naszym światem, to wielki szacun należy się za chęci zrobienia czegoś dla ludzi, Brawo iNorge!

prowadzaca firackie szołwidok ze sceny podczas pirackiego dnia

Zresztą w miniony weekend w miejskiej bibliotece zorganizowane zostało coś również dla dzieciaków. Edukacja poprzez zabawę. Tak więc w Sandnes można było posłuchać sobie naszych rodzimych wierszyków skierowanych do maluchów.

wierszo-czytanki-w-sandnes

I chociaż ekipa z iNorge pomimo, iż koncentruje się głównie na młodszej części naszych rodaków, to jednak starsi także znajdą coś dla siebie. Bywają polskie imprezy, seanse rodzimego kina, czy spotkania z fajnymi ludźmi…. Super, że komuś się chce!

Gdy jednak nic tego typu się nie dzieje zbiera się ekipę i rusza. Problemów na szczęście z tym nie ma, gdyż pośród nas nie jest trudno znaleźć grupkę by np. dla odmiany popływać kanu. Tak więc chwilę temu, jakoś latem chwyciliśmy za wiosła.

w kanuwioslowanieczas-zaparkowac-kanu w-kanu-2 w-kanu-3w-kanu

I standardowo. Odszukaliśmy, tym razem tylko jednego kesza.

mamy kesza

W między czasie także ponownie zaczęło rządzić wspinanie. Chociaż rządzić to jednak za duże słowo. Nie tylko bowiem w ten sposób spędzam czas. Odnajduję przecież nie mało satysfakcji w wielu innych sferach życia.  Tak, czy owak zanim na dobre zagości zima moje ścieżki czasem poprowadzą w kierunku skał. Chociaż już jakby rzadziej, ale bankowo wiem, że będę tam wracał. Z większą świadomością tego czym taka zabawa może się skończyć, gdy uważa się trochę mniej.

Zeszłego wieczoru poszliśmy z kumplem na jedną górke w okolicy. Generalnie opóźniliśmy trochę wyjście, więc będąc na szczycie świat zaczął tonąć w mroku. Chociaż kusiło schodzenie na skróty, to jednak wybraliśmy mniej stromą, okrężną drogę. Tak więc pomimo wciąż sporych chęci na życie wypełnione szaleństwami, to jednak z dużo większą pokorą i brakiem ochoty na kolejne doświadczenia, których lepiej unikać. Wcale nie oznacza to, że chcemy osiadać na laurach. Przed nami jeszcze wiele…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *