jeszcze go nie mamy

jeśli wypłynę to nie na tanim hałasie, jedynie na pontonie lub na dobrym basie – pontonowy geocaching

Poprzedni wpis to zaglądanie w przeszłość. Niezbyt odległą. Wybrałem kilka ujęć, momentów, twarzy z minionych miesięcy i wrzuciłem tutaj. Wiele pominąłem. Cały czas bowiem dużo się działo. Przez pewien czas byłem również w Polsce. Z reguły każdy taki pobyt jest intensywny. Dużo spotkań i spraw do załatwienia. Tym razem koncentrowałem się jednak by dominował relaks. Tym bardziej, iż byłem sam z córką, a jej dobre samopoczucie jest obecnie dla mnie priorytetem. Wszelkie ambicje budujące moje ego zeszły na drugi plan.

Tak więc ten dosyć długi pobyt w domu w przewadze miał chilloutowe momenty. Z wyjątkiem jednego. Tak więc znów wrócę wstecz i pokrótce opiszę jednodniowy geocachingowy wypad. Co ciekawe odszukane tego dnia kesze nadal nie zalogowałem. Tak więc ponadrabiać wypada wiele kwestii…

Dzisiaj jadę z jedną.

Geocaching to typ zabawy w której wielu, a być może każdy znajdzie coś dla siebie. Kto chce spokojniej, ot tak zwyczajnie, bez ciśnienia pobawić się czasem w “szukanie skarbów” może raz na jakiś czas idąc na spacer gdzieś do parku lub w drodze na zakupy odszukać jakąś skrytkę. Przy okazji jeśli ma się obok siebie jakiegoś dzieciaka pokazać mu coś innego. Zresztą inność w przypadku geocachingu jest gwarantowana. Wystarczy zagłębić się w temat trochę bardziej. Poziomy trudności są nieograniczone. Tak samo jak typy skrytek i sposoby ich ukrycia.

podejmowanie kesza

Można oczywiście podejść do tematu bardziej ambitnie i celować w jakość. Lub ilość co mnie akurat nie bardzo bierze. Chociaż są wokół tacy którzy mają już po kilka tysięcy znalezionych keszy. A także wiele poukrywanych. Nawet jeśli ma się ochotę na “zaliczanie”, by było ich jak najwięcej, to na pewno jest to bardziej wartościowy sposób spędzania czasu, niż np. ciągła obserwacja tego czym karmią nas media.

Jeśli chodzi o jakość to ma się do wyboru kilka opcji. Można wybierać skrzynki, do których dostęp wymaga specjalistycznego sprzętu i umiejętności. Tak więc jeśli np. nurkujemy to można wybrać kesza umieszczonego głęboko pod wodą, jak np. w podkrakowskim zalewie Zakrzówek, gdzie na głębokości 20 metrów tkwi skrzyneczka. Oczywiście takie są rzadkością. Jeśli znamy się co nieco na technikach linowych, to w naszych okolicach zapewne jest jakiś kesz wymagający przy jego podejmowaniu użycia takiego właśnie sprzętu.

keszing na drzewie

W przypadku skrzynek do których chcieliśmy się dostać tego dnia dużo większym wyzwaniem okazało się zamocowanie liny, gdyż nie mogliśmy w żaden sposób zrobić stanowiska. Dobrze że mieliśmy ze sobą proce, gdyż bez niej moglibyśmy nie podjąć nawet jednej z nich.

zbieranie keszy z drzew

I tak nie udało się zalogować wszystkich, gdyż jechaliśmy tam także w celu zdobycia multikesza, który by zostać podjęty wymaga uprzednio odnalezienie innych keszy z których można zdobywać namiary niezbędne do podjęcia skrzynki finałowej. W przypadku tego, notabene bardzo wymagającego zadania potrzebowaliśmy więcej czasu. Było nas na szczęście kilku więc podzieliliśmy się zadaniami i zaczęliśmy przeczesywać pobliskie chaszcze. Tak naprawdę nie wiele moglibyśmy zdziałać, gdybyśmy nie zabrali ze sobą niewielkiego pontonu.

warunki stają się coraz trudniejszejeszcze nie jest zle

Chaszcze wydawać by się mogło, że to jednak zbyt delikatne słowo. Chociaż zdjęcia w najmniejszym stopniu nie ukazują tego z czym tego dnia musieliśmy powalczyć to jednak nasuwało się tylko jedno słowo kojarzone z tym. Dżungla. Brakowało tylko wszelkich gadów i małp.

już za chwile można wskoczyc-do-pontonudzungla pelną gebączas zwodować pontonnadal poza łodzią

Ale jakby nie było, pomimo kilku uszkodzonych skrzynek i braku możliwości odczytu dokładnych namiarów udało się dotrzeć do finału.

logowanie

Nie wszyscy w równym stopniu jak ja przejawiali satysfakcję z tego typu keszowania, ale jak dla mnie było całkiem fajnie. Chociaż szczerze mówiąc stan skrzynek podniósł trochę trudności. A więc zrozumiałe było lekkie rozczarowanie, gdy logbook rozpadał się w dłoniach. No ale nie codziennie korzysta się z takich zabawek, by znaleźć kesza.

wiosłowaniena pontonie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *