salamandra też czasem się tam dostaje

to co w sobie mam tylko ciągnie mnie w dół – geocaching pod ziemią – jaskinia Niedźwiedzia

Gdy zaczynałem zabawę w geocaching początkowo raczej nie myślałem o zakładaniu własnej skrzynki. Znajdywanie skrytek poukrywanych przez innych keszerów dawało wystarczająco dużo satysfakcji. I chociaż przed chwilową wizytą w Polsce nie miałem na koncie jeszcze nawet setki znalezionych keszów, to uznałem, że czas pójść krok dalej, czyli dorzucić do gry coś od siebie. kesz do NiedźwiedziejNie był bym jednak do końca sobą, gdybym ukrył skrzyneczkę w jakimś zbyt łatwo dostępnym miejscu. Pomimo zaleceń ze strony innych fanów tejże zabawy, jako by lepszym pomysłem było rozpoczęcie od czegoś prostszego uznałem, że po raz kolejny skocze na głęboka wodę. Padło, więc na jaskinie. partie przyotworowe I pomimo, iż akurat ta jest z typu gabarytowo niezbyt ogromnych, to może przysporzyć trochę kłopotów. najtrudniejszy technicznie odcinek w Niedźwiedziej Wybrałem właśnie ją, gdyż mam do niej osobisty, tak jakby sentymentalny stosunek. Poza tym, znajduje się bardzo blisko miejsca gdzie się wychowałem. Była także pierwszą, gdzie poczułem ten klimat. I nawet pierwszą w której dawno temu spędziłem noc. Co oczywiście nie było zbyt dobrym pomysłem i o jakimkolwiek śnie, trzeba było najzwyczajniej w świecie zapomnieć. Było to w tak odległych czasach, że o podziemnej fotografii pewnie się nawet nie słyszało 😉 A mogła by być ciekawa fota… Zresztą z tego co pamiętam, nie zabraliśmy ze sobą żadnego czasomierza i na czuja wstrzelaliśmy się w poranek. Dla kumpla, który tej pamiętnej nocy mi towarzyszył temat jaskiń przestał tak jakby istnieć. Ale nadal chętnie gadamy, wiec chyba nie było tak źle… Poza tym, oprócz tej kilka ciekawych akcji się wspólnie przeżyło. Wracając do konkretów. Skrzynka z keszem wylądowała w jaskini Niedźwiedziej, ale nie tej słynnej w okolicach Kletna. Naturalne podziemia, o takiej samej nazwie znajdują się bowiem także w Beskidzie Sądeckim. Chociaż jaskini tej daleko do chociażby tatrzańskich grot, gdzie głębokość sięga niekiedy kilkaset metrów, to wśród jaskiń znajdujących się w Polskich Karpatach Fliszowych głębokością nadal ociera się o czołówkę. Pomimo banalnej deniwelacji sięgającej tylko 28 metrów. do kilku konkurentów pod względem długości się jednak nie umywa. Chociaż legendy mówią różnie… 🙂 A Flisz Karpacki to po prostu zespół warstw skalnych z których zbudowane są Beskidy. Pomimo iż byłem nastawiony, by kesz umiejscowić w okolicach dna, to jednak zanosząc go własnie tam podjąłem decyzje o zmianie planów, gdyż wyzwanie dla niektórych mogło by być jednak zbyt duże, nie zachęcając tym bardziej do podjęcia próby. Ale pomimo, iż w okolicach miejsca gdzie wylądowała skrzynka da się przy niewielkim wychyleniu dostrzec światło dzienne, to zadanie dla tych, którzy zechcą podjąć próbę może nie być wcale łatwe. I może przysporzyć nie mało kłopotów. Poza tym nie mając współrzędnych lub sprecyzowanych namiarów może pojawić się problem z samym jej odnalezieniem. Jako dzieciak przerabiałem to na własnej skórze. Ale wreszcie w pewne zimowe przedpołudnie się udało… P1120757 Najprostsze dojście to odbicie z czerwonego, głównego szlaku beskidzkiego łączącego schroniska na Cyrli i na Hali Łabowskiej, po czym wbicie się w okolice rezerwatu Barnowiec. Wejście do groty jest sporych rozmiarów dziurą w ziemi, chociaż szczególnie w początkowych partiach sprawiającą trudności orientacyjne. A kilka metrów dalej może sprawić także trudności techniczne tzn. dla kogoś nie zaprawionego w tego typu bojach istnieje prawdopodobieństwo zaliczenia nawet kilkumetrowego lotu. To także kiedyś przerabiałem na własnej skórze, wiec co nieco w temacie wiem. I wizyty dzieciaków z cała pewnością odradzam, a ewentualne akcje solo mogę polecić tylko w miarę doświadczonym. Chociaż jak widać poniżej nie tylko oblatani w temacie mogą, bo nawet Justyna, będąca obecnie mamą, jeszcze dobrych kilka lat temu dała się namówić. Bakcyl jednak nie zaistniał, przeradzając się w coś w rodzaju antypatii jaskiniowej 🙂 początkujący, nastoletni grotołaz W trudniejszych partiach wsparcie było jednakże z każdej możliwej strony 🙂 podczas pokonywania stromej części Tak wiec w trakcie przemierzania ciasnych korytarzyków doszedłem do wniosku, ze kesz umieszczę jednak dosyć blisko otworu, ale na tyle głęboko, ze trzeba będzie pofatygować się przez najbardziej problematyczne partie. Więc z góry ostrzegam, iż może być NIEBEZPIECZNIE. Informacje te podaje, by nie mieć wyrzutów sumienia, jeśli ktoś niefortunnie się potknie. Ale jakby nie było, zachowując trochę rozsądku i spokoju jaskinia jest do zrobienia pomimo, iż nie ma tam jakichkolwiek punktów zjazdowych. Użycie liny może być jednak wskazane.  Tak się złożyło, iż po latach od ostatniej wizyty docierając w okolice dna, mieliśmy możliwość zerknąć także do wpisu, umieszczonego tam w 2000 roku, a co za tym idzie przypomnieć sobie nasza własna historie. Jakby nie było, ale daty naszych dawnych wizyt się trochę zatarły. Chociaż notesik umieszczony w słoiczku przez te wszystkie lata trochę ucierpiał, wiec uznaliśmy, ze go zabieramy, aby przy następnej akcji wrzucić nówke, uzupełniając o poprzednie wpisy. przy wpisie w okolicach dna Zresztą okazało się, ze nie ma ich zbyt wiele, bo średnio przez ostatnie 15 lat docierały do dna dwie ekipy rocznie. Czasem jeszcze mniej, a także byli tacy, którzy wracali tam częściej 🙂 Tym razem można było zaszaleć i z takiej okazji strzelić selfie. P1120890 Co do mieszkańców tejże dziury, chociaż nazwa nasuwa wyobrażenia, o gabarytowo większych zwierzakach, które można poniekąd tam spotkać głównie są to całe rzesze nietoperzy, które zalecam zostawiać w miejscach gdzie tkwią. mieszkaniec podziemi w Beskidach przechodząc po nietoperkiem Ewentualnie zrobić jakąś małą fotke z keszem. nietoperki z keszem Poza tym można także spotkać pająki, ślimaki, czy przy odrobinie szczęścia salamandre plamistą. Chociaż ta akurat była w stanie lekkiego uśpienia. I z miejsca gdzie na nią natrafiliśmy z wydostaniem się na zewnątrz może mieć trochę kłopotów po przebudzeniu. salamandra też czasem się tam dostaje A teraz pozostała tylko publikacja na oficjalnym serwisie geocacherów. Zobaczymy ilu będzie chętnych się z tym zmierzyć…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *