okolice Sandnes

geocaching w Norwegii – kolejna odsłona

Zawieszenie się niektórych funkcji wordpressa było tym razem główną przyczyną mojego braku aktywności blogowej. Do takiego czegoś z reguły zabieram się z niemałym trudem. A tak poza tym mam przynajmniej jakiś bardziej sensowny powód, by jakoś to sobie wytłumaczyć 😉

Zresztą wszystko co zmusza mnie do spędzenia dłuższego czasu w pozycji siedzącej działa odpychająco. Zdecydowanie wolę gdzieś po prostu wyjść. To nie tak, że zmuszam się do sklecenia tych paru słów, ale jak nie mam fazy na pisanie, to tego nie robię… I tyle.

Pomimo, iż ostatnio bardziej niż zwykle załączył się rozsądek i podpowiada, by skoncentrować się na drobiazgach trochę ważniejszych. Czyli praca, przyszłość, stabilizacja… I by nastąpił wreszcie taki spokojniejszy, rodzinny żywot. A pewne jego sfery najwyższy czas, by poszły w zwyczajną odstawkę. Nie jest to jednak proste. Jakoś nadal nie mogę dostrzec siebie zbytnio w tak poukładanej w szufladkach egzystencji. I energia momentami powraca coraz bardziej. Jadę więc dalej… Tym bardziej, że nie nabawiłem się żadnej pourazowej traumy. Ale co jak co, to jednak grunt dobieram bardziej uważnie.

Pomijając robienie tego co bardziej konieczne, nadal dosyć często próbuje gdzieś wyskoczyć. Były już więc pierwsze wspinaczkowe próby i z racji pory roku także kilka deskowych zjazdów. W tej kwestii również po dłuższej przerwie. Z powodu łatwiejszej dostępności wciąż jednak dominuje geocaching. A zresztą satysfakcja z przebywania z córką jest przeogromna i przy tego typu zabawie jest o nią jeszcze łatwiej.

piątka przy znalezionym keszu

Dodatkowo możliwość znalezienia jakiegoś drobnego gadżetu motywuje jeszcze bardziej. I chociaż jak wiadomo wartość jest bez znaczenia, to jednak nigdy nie wiadomo co się trafi.

okolice Sandnes

A bywają przeróżne. Niektóre trafione w samo sedno dziewczęcego gustu.

P1120373

Bardziej chłopięce drobiazgi  także się trafiają.

okolice Sandnes

Dla mnie jednak dodatkowym bodźcem zachęcającym do wybrania się akurat po tą, a nie inną skrzynkę, jest rekomendacja innych poszukiwaczy. Nie trzeba oczywiście pytać, gdzie znajduje się fajna skrytka. Owe rekomendacje uzyskuje się poprzez ilość punktów, które dany kesz otrzyma. Coś w rodzaju lajków na fejsie. Wiadomo im wyżej notowany kesz, to musi w nim być coś fajnego.

P1120504

Liczy się więc pomysł. Sama dobra lokalizacja nie gwarantuje wysokiej punktacji. Jednakże tylko członkowie premium mogą taka ocenę wystawiać. Na 10 znalezionych jednego można zalajkować. Więc w przeciwieństwie do tego najpopularniejszego społecznego serwisu, tutaj nie da się lubić wszystkiego. Ale coś takiego, czyli skrytka różniąca się od wszystkich wokół.  Dlaczego nie?

IMG_2449

IMG_2445Dodatkowo przy odrobinie szczęścia oprócz zabawek można trafić na podobny do travelbuga przedmiot zwany geocoinem, czyli specjalną monetę, będącą pewnego rodzaju odznaką lub wizytówką, która podobnie jak travelbug posiada unikalny numer identyfikacyjny, który umożliwia podróżowanie od skrytki do skrytki, tworząc po drodze swoją własną historię. 

P1120480Czasami trafia się także, na coś podobnego, co nie podlega jednak zwrotowi, tylko może pozostać we własnej kolekcji. Jak takie coś, stworzone przez sąsiadów zza góry, a znalezione niemałą odległość od domu. Słowacka pamiątka znaleziona w Skandynawii.

P1120497Skrytki ukrywane są praktycznie wszędzie, więc spacer po mieście także można sobie urozmaicić. Nas jednak jak na razie ciągnie w stronę natury. Tym bardziej, że pomimo iż zimą przebłyski słońca są tutaj raczej rzadkością mieliśmy okazje skorzystać ze sprzyjającej aury i pooglądać niebieskie niebo.

P1120367

P1120353Co do keszowania z dzieciakami, wspominałem już o sporej satysfakcji. I co najważniejsze obustronnej… Podejrzewam, że nie wszystkie szkraby z tą samą ochotą będą gotowe by gdzieś wyjść. U mnie przebiega to nawet łatwo. Momentami córa wygląda jakby była w swoim żywiole.

P1120433Oczywiście po kilku znalezionych “skarbach” trzeba odetchnąć, tym bardziej słysząc “czekaj, bo ja mam takie krótkie nóżki”. Wzruszających momentów nie brakuje. A pomyśleć, że kiedyś raczej nie widziałem siebie za bardzo w roli taty…

P1120448

P1120456Szukania keszy w wydaniu bardziej rodzinnym rządzi, ale w wersji solo, także może być całkiem fajne. Radość ze znalezienia “skarbu” w towarzystwie innego poszukiwacza bywa jednak większa.

I wcale nie musi to być little happy girl, jak zdarza się nam słyszeć… Bywały również poszukiwania w towarzystwie kumpli, którzy w tego typu bojach nie są zbytnio zaprawieni.

Dalsnuten

Taka mała odskocznia od pracy czasem się przecież przydaje.

Dalsnuten

powrót z Dalsnuten

IMG_2430Chociaż zabawę, aż tak poważnie nie traktuję, to podczas następnej wizyty w Polsce mam ochotę założyć własną skrytkę. I z ciekawości przejrzałem Nowy Sącz oraz pochowane tam skarby. Trochę już ich jest, chociaż przewaga rozmiarów micro, za którymi średnio przepadam. I tam gdzie chcę schować jeszcze żadnej nie ma 🙂

4 myśli nt. „geocaching w Norwegii – kolejna odsłona”

  1. Już gdzieś czytałam o geocachingu, ale jeszcze się w to nie bawiłam. Po przeczytaniu tego wpisu nabrałam ochoty. To musi być niezła zabawa. Zwłaszcza skarb ukryty w przepołowionym kamieniu zrobił na mnie wrażenie.
    dziękuję za inspirację 🙂

    1. Mam akurat wyjątkowo długą przerwę w większości aktywności, więc także geocaching poszedł w odstawkę. Ale za chwilę będziemy mieli nowy rok i nastawiam się by wraz z jego nadejściem zacząć prężniej działać 🙂 Generalnie tego typu zabawę bardzo polecam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *