Archiwa tagu: wspin

szczęście polega na tym by z prostych rzeczy nie tworzyć intelektualnych labiryntów – taki tam tydzień z życia

Pogoda w tym kraju jest czymś na co przyjezdni najczęściej narzekają. No chyba, że wpada się tylko na chwilę i aura akurat dopisze. A tak ogólnie to przyznaję, że bywa ona jednak kapryśna i zdarza się czasem dłuższy okres, kiedy działa na niejedną psyche raczej destrukcyjnie. Niekiedy jest jednak odwrotnie, a wtedy zastanawia się człowiek, czy to na pewno Norwegia. I taką właśnie mamy jesień. Zresztą rok temu było całkiem podobnie… Czytaj dalej szczęście polega na tym by z prostych rzeczy nie tworzyć intelektualnych labiryntów – taki tam tydzień z życia

lecz we mnie zostało coś z tamtych lat – urodziny na plaży

Raczej wielkim zwolennikiem urodzinowych celebracji to chyba nie jestem. Po osiemnastce, którą jak wiadomo trzeba jakoś uczcić, to trafiały się tylko ewentualnie jakieś spontaniczne, nieplanowane balangi. I tyle. Wielkich imprez nie było. A nawet jeśli coś tam, ot tak wypadło, to było pewnie na tyle dobrze, że niewiele się pamięta. Czytaj dalej lecz we mnie zostało coś z tamtych lat – urodziny na plaży

dziś powietrze pachnie jak ostatnie dni wakacji – biwak na wyspie Mosterøy

No cóż, kolejne lato dobiega końca….

Materiału zdjęciowego zalega trochę na dysku, ale na początek wrzucam kilka ujęć opisujących nasz miniony weekend.
Tym razem nie ruszyliśmy zbyt daleko. Mosterøy jest to bowiem wyspa na którą dociera się po krótkiej jeździe samochodem. Pomimo iż w całości otoczona jest morzem dotarcie tam jest możliwe bez jakichkolwiek promów. Wystarczy przejechać podmorskie tunele i jesteśmy na miejscu. Czytaj dalej dziś powietrze pachnie jak ostatnie dni wakacji – biwak na wyspie Mosterøy

niewiele pamiętam, upadam byle gdzie – kilka zdań które spisałem miesiąc po poważnym wspinaczkowym wypadku

Dziwny film właśnie trwa… Od jakiegoś czasu jeździłem w skały z różnymi ludźmi, można powiedzieć, przypadkowymi. Były też kobiety na które uwaga skupiona tak jakby bardziej. Dziś wiem że niepotrzebnie, bo to jednak nikt inny jak facet, ot tak po prostu przestał asekurować. Nie ma co szukać winnych ,ale jakby nie było pofrunąłem. Potem trip śmigłem i amnezja załączyła się na jakieś dwa tygodnie.

Czytaj dalej niewiele pamiętam, upadam byle gdzie – kilka zdań które spisałem miesiąc po poważnym wspinaczkowym wypadku

w opozycji do nudy – aktywny wypoczynek i sporty ekstremalne w Norwegii

Według opinii sporej części przybyszów z innych krajów Norwegia to miejsce, gdzie dominuje nuda.  Jednym z najlepszych sposobów na spędzanie wolnego czasu staje się więc dla wielu spacer po centrum handlowym. Ewentualnie jakieś łowienie rybek, których tu bez liku lub balanga, z obowiązkowym umiarem, gdyż w przeciwnym wypadku może to się skończyć bankructwem. Czytaj dalej w opozycji do nudy – aktywny wypoczynek i sporty ekstremalne w Norwegii

pośród zapomnianych łódek, na cmentarzu garbusów, w plenerze

Wygląda na to, iż obudziłem się z wiosennej drzemki. Lokum się znalazło i zapowiada się, że tym razem nie będzie to taka nora bez przyszłości. Ucieszyłem tym faktem moje dwie czekające na dobre wieści dziewczyny. Tym bardziej, że ta mniejsza już od dłuższego czasu powtarza w maju z tatusiem Norwegia. Nie mogłem więc zawieść… Czytaj dalej pośród zapomnianych łódek, na cmentarzu garbusów, w plenerze

nie musi być przyjemnie by było przyjemnie – Mark Twight “Całuj albo zabij” – krótka recenzja

Przez ostatnie lata z racji ogólnego braku czasu w wielu kwestiach trzeba było przystopować. Do tyłu z kinem, muzyka, całym tym kulturowym zamieszaniem. Do książek też rzadko zaglądam… Jest jednak jedna.  Czasem żartuje, że jest dla mnie jak Biblia. Przyćmiła wszystko co do tej pory przeczytałem o górach. Do niektórych szczerych, momentami pełnych bólu fragmentów ciągle wracam. Nawet Greg Child, którego wcześniej uważałem za faworyta blednie. “Całuj albo zabij” to dawka emocji, buntu, parcia pod prąd.  Zero oportunizmu. Prawdziwie mocne uderzenie…

Mark Twight – “Całuj albo zabij”

P1100951

biernie podryfować w wspinaczkowym światku – kilka fot z Siurany

Chociaż wypełniony jazdą dzień daleki był do ideału, to poranek szybko rozwiał wątpliwości, czy wybór aby na pewno był słuszny. Trafiliśmy przecież do Siurany. Jednej z tych wspinaczkowych mekk, których można zazdrościć mieszkańcom Półwyspu Iberyjskiego. Rekomendacja  pirenejskiej ekipy co do walorów tego miejsca była jak najbardziej wypełniona sensem. I pomyśleć, że nie zadbałem nawet o zabranie najzwyklejszych wspinaczkowych butów… No cóż obiecałem przecież, że ten wypad będzie pozbawiony z mojej strony jakichkolwiek odbiegających od bezpiecznych szlaków wyskoków. Patrząc jednak jak Lilka dzielnie stawia swoje pierwsze boulderowe kroki, to tak jakbym widział nas już jak wracamy tu za 10 lat. Tym razem trochę bardziej wyszpejeni… Czytaj dalej biernie podryfować w wspinaczkowym światku – kilka fot z Siurany

to raj dla takich jak my, to piekło dla takich jak ty – na filarze Świnicy

Stała praca to coś co zawsze było postrzegane przeze mnie jako nie pozwalające zbytnio rozwijać skrzydeł ograniczenie. I chociaż od kilku miesięcy czerpałem spora przyjemność z zajęcia które pochłaniało większość moich dni, to jednak powoli zaczynała wkraczać dziwnie doskwierająca monotonia. Chyba każda cząstka mnie potrzebowała mocniejszych doznań. Dodatkowo niektórzy z ekipy pracujący ze mną przejawiali podobne fazy. Musiało to więc prędzej czy później zaowocować jakimś konkretnym działaniem. Po nakręcających się nawzajem rozmowach i naostrzeniu dziabek pewnego nie do końca pogodnego, lutowego popołudnia, prosto z pracy ruszyliśmy… Kierunek Tatry, a na celowniku Filar Świnicy. Oto fotograficzna próba ukazania jak to istotą podobno rozumnym wydaje się brakować zdrowego rozsądku… Czytaj dalej to raj dla takich jak my, to piekło dla takich jak ty – na filarze Świnicy