szczęście wypisane na twarzy

znowu nie było nas tam gdzie coś się działo – o tym jak czasem nas coś omija i kilka słów o kolosach

 

Ostatnimi czasy mój optymizm delikatnie ujmując wyparował. Gdzieś w głębi liczę na to, że tylko na chwile. Nie da się jednak ukryć. Stało się. Zaczął dominować niezbyt bojowy nastrój… Chociaż głowa nadal pełna pomysłów pojawił się mały problem z motywacją. Niesprzyjające okoliczności, czy jak obecnie dosyć odpychająca aura kiedyś straszne nie były. A zresztą wczoraj, pierwszy raz od kilku miesięcy widziałem słońce. więc być może wraz z wiosną nadejdzie także energia.

Jak by nie było, z tego co w necie poczytałem mój stan po tego typu urazie nie odstaje aż tak bardzo od normy. No ale pomimo iż po bani ciągle to chodzi, myślę że już dosyć trucia w tym temacie.

Ostatnio poza super chwilami z córką główna rozrywka to net. Śledzę więc co ciekawsze akcje. I pomijając co poniektórych znajomych nadal wiernych życiu w drodze mocno przyglądałem się poczynaniom chłopakom walczącym z Nanga Parbat. Jednym z dwóch niezdobytych nadal w porze zimowej ośmiotysięczników. Już niestety w okrojonym składzie i szansach na wejście w tym sezonie raczej znikomych, to ani myślą się poddawać i atakują nadal. Parę dni temu pokrzyżowało się jeszcze bardziej, bo lawina zafundowała dwóm z nich kilkusetmetrową jazde. Na szczęście bez ofiar…

Mocne zainteresowanie wywołała u mnie też zeszło weekendowa impreza, czyli Kolosy. Chyba jeszcze nigdy nie miałem, aż takiej ochoty by się tam znaleźć. Kupe niezłych zawodników można było spotkać i historie z wyższej półki usłyszeć… Pomijając laureatów, którym szczerze gratuluje, dla samych prelekcji warto byłoby całą Polske śmignąć, gdyż niezmiennie ta gala rozgrywa się w Gdyni. Więc miałbym kawałeczek…

Zapewne ciekawi tematu już wiedzą i laureatów nie trzeba przedstawiać. A zresztą tych co werdykt ominął nie powinni zbyt długo szukać.

A ja pomimo niefajnych ostatnio przeżyć tak jakby troche mocniej niż reszcie kibicuje tym co walczą w górach i jaskiniach. Marcin “Yeti” Tomaszewski i Marek “Regan” Reganowicz za wytyczenie linii „Bushido” na jednej z największych ścian świata, czyli Great Trango Tower w Karakorum dostali zasłużonego kolosa. A w podziemnym świecie też Marcin, tyle że Gala, którego środowisku speleo przedstawiać nie trzeba otrzymał taki drobiazg za eksploracje wraz z nurkowaniem meksykańskiej jaskini J2. Cała reszta, także ci uhonorowani „tylko” wyróżnieniem także definitywnie na nagrodę zasłużyli.

Na Koniec cytat, który utkwił w pamięci, a wyrwany z bloga jednego z laureatów Łukasza Supergana. Coś w tym jest…

Myślę, że jeśli w trakcie podróży lub wyprawy zalęgnie się w głowie myśl, że to co robisz zaowocuje “Kolosem” lub jakimś innym wyróżnieniem, a Ty poddasz się tej myśli, kończy się prawdziwa przygoda, a zaczyna się wyścig po rekord, aby być lepszym od innych

……….

A to taka pierwsza z brzegu fotka. Chociaż wygląda mało przygodowo, to chyba pogodziłem się z faktem, że na troche mocniejszy zryw przyjdzie jeszcze pora. A zresztą teraz też nie narzekam. I satysfakcji przy tego typu momentach również mam nie mało…

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *