jakos na początku

przecież znacie te balety wszak w nich złego nie ma nic – o tym jak rodacy bawią się czasem na emigracji

Trochę sobie tutaj pomilczałem…
Jak zawsze jednak wracam. Na początek znów imprezowo, bo jak wiadomo młodzież musi się wyszaleć. Styczniowy WOŚPowy projekt pomimo iż dał szansę, by co nieco się bawić, to jakby nie było traktowany był całkiem poważnie, więc wielu z nas nie miało możliwości zbytniego czilautu. Jeszcze zanim impreza skończyła się na dobre to już w wieku głowach rodził się pomysł że trzeba zrobić “powośpowe” spotkanie z jakąś muzyką w tle i trunkami ułatwiającymi bajkowy nastrój.
Minęły więc dwa miesiące i nastał ten moment. Padło na Frafjord, czyli kawałek od miasta. Miejsce zapewne każdemu z tutejszych mieszkańców dobrze znane, gdyż kawałek dalej znajduje się jeden z tutejszych must see czyli wodospad Månafossen.

Zbazowaliśmy się nad samym brzegiem fiordu. Miejscówka swoją drogą całkiem trafiona.

frafjordfrafjord

Jakby nie było tym razem przyjechaliśmy się bawić. Na początek gitara i trochę polskich dźwięków, które zna chyba każdy. Pośpiewaliśmy więc co nieco. No i jakaś bania na rozpędzenie…

zaczynamy

Po lekkim starcie uznaliśmy ze czas na coś innego. Padło na “morsowanie”. Pomimo ryzyka, iż zejdzie faza nie mogliśmy sobie odmówić 🙂

cos-innego-dla-odmiany

A potem impreza rozkręcona już na dobre.

impreza-trwanadal-w-swietle-dnia

Zresztą dźwięki wydobywały się nie tylko z głośników, czy Krzyśka gitary…

didgeridoopodczas-grania

Na pewno bez główno dowodzącej tego dnia Ani, przy okazji sprawnie obsługującej bar ta w pełni udana impreza nie była by taka. Dzięki!!!

barmanka

Zresztą wszyscy, bez wyjątku dawali radę. Jak najwięcej takich chwil. 🙂

tance

Długo nie trzeba było czekać. Kilka dni później hirszu znów złapał za gitare.  Tym razem ruszyliśmy do małej miejscowości w okolicach – Bryne. Tam bowiem jest znajdująca się w bibliotece knajpa, która serwuje polską kuchnie (bardzo dobra BTW). Tego dnia można było również pośpiewać. A nawet wypić… Być może lekko za dużo, gdyż pojechałem z myślą, że pstryknę jakąś fote, ale zabawa pochłonęła tak bardzo, że zabrakło chęci by wyjąć aparat. Dzisiaj mamy przecież telephony, a jak wiadomo tak też się da.

hirszu z chłopakami w bibliotece

Efekt piorunujący może nie jest, ale w tamtych dniach ogólny stan nie sprzyjał zbytnio twórczej fotografii. Lekkie drżenie rąk, współbrat z chwiejnym krokiem nie ułatwiły sprawy…

Zresztą tamto piątkowe granie to była tylko rozgrzewka, gdyż już dnia następnego Krzysiek ponownie miał w dłoniach mikrofon.

hirszu z kapelą

Znów jednak by sensownie uchwycić na zdjęciach kapele ocknołem się jakby zbyt późno ( albo tak sobie tylko tłumaczę 🙂 ) Zespół kończył bowiem granie…

kapela schodzi ze sceny

Tak w ogóle tym razem były to obchodzone grupowo urodziny. Solenizantow było bowiem więcej. Taka celebracja to rozumiem…

Biba rokuniektórzy już jakby porobieni ;)

Pomimo iż wpadłem tam w celach stricte rozrywkowych, to tym razem lekkie wstawienie zbytnio nie przeszkodziło i kilka zdjęć siadło. Koncentracja była jednakże na wszelkiego rodzaju artystach.

na pierwszym planie didgeridooa tutaj na pierwszym bongosjest i bardziej donośna perkusja

Pomimo iż fot trochę porobiłem, to w tych dniach liczyło się jakby coś innego, więc odpuszczam sobie przesadną publikacje 🙂 a poza tym niektórzy mogliby sobie tego nie życzyć.

A więc pobawiliśmy się co nieco i teraz nadchodzi czas na inny rodzaj imprezy…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *