na scianie

pewnie zaraz zatrzęsie się ziemia – chwila tuż przed startem na wycieczkę

Już jutro ruszamy. Wśród znajomych, którzy są blisko mnie pewnie wielu słyszało. Komu fejs towarzyszy na codzień być może też. Gdzieś tam bowiem już o tym wspominałem. Zresztą od jakiegoś czasu żyje głównie tym. Jedziemy więc z córką na Nordkapp. Autostopem. Zbyt poważne podejście do życia nigdy nie było moją mocną stroną. Do tego wyjazdu podchodzę jednak całkiem serio. Odpowiedzialnie chyba. Chociaż pewnie długo nie bardzo wiedziałem co to w ogóle jest. Ta niby odpowiedzialność. Zapewne zdaniem wielu wciąż jest mi jej brak… Jak chociażby ten wyjazd. Ja akurat wiem, że będzie niesamowitą lekcją dla Lilki. Wiem też , że córka nauczy się w ten sposób więcej niż gdziekolwiek. Między innymi tego, że pomimo przeszkód jest naprawdę całkiem fajnie. Tego, że warto podchodzić do wielu rzeczy na luzie. Bez presji i ciśnienia. I nie zapominać o szaleństwie… No bo przecież jakie życie taki Rock’n’Roll.

Z zasady próbuję się po prostu zbytnio nie przejmować. Może tylko wtedy, gdy ktoś mnie sprowokuje… Ale by nie zbaczać za bardzo od wstępnego zamierzenia i nie odejść od tematu napiszę parę słów o tym co i jak.

Wyjazd ten dograłem wstępnie całkiem dobrze. Nie znika oczywiście świadomość, że czegoś się po prostu nie przewidzi. Pomaga na pewno flota, której w przypadku takich wyjazdów musi przecież trochę być. Pod skrzydłami będzie bowiem siedmioletni dzieciak, czyli nie bardzo wchodzi w grę schowanie się pod mostem i przeczekanie nocy. Obaw na szczęście nie ma. Jeden z najdroższych krajów świata, ale jeśli będzie trzeba to wskoczymy nawet do pięciu gwiazdek 😛  Tym bardziej że jeszcze nie spałem 😀

Pisząc bardziej poważnie, to wcale nie jest tak, że poprzewracało mi się w bani. Żyje sobie całkiem oszczędnie mogąc się co nieco realizować w kwestiach, które są dla mnie ważniejsze niż zakup nowych firanek. Do szczęścia potrzebuje czegoś innego. Poza tym jest rzesza fajnych ludzi na świecie. Na ich pomoc bez obaw można liczyć. Jadę więc z córką przed siebie. Na celowniku Północna Norwegia. Bazować będziemy głównie u naszych rodaków. Niektórych znam, innych jeszcze nie… To nie jest tak, że wykorzystujemy w ten sposób innych. Na śniadanie, dach nad głową, czy butelke wina bez obaw można u mnie także liczyć. A stojącego na poboczu autostopowicza też jeszcze nie zignorowałem…

Mam nadzieję że uda się także gdzieś tam zabiwakować. Zabieramy bowiem cały potrzebny w tym celu szpej. Najbardziej istotną rolę odegra jednak aura. Jak zresztą w całości. Tak się składa, że tutaj jest ona wyjątkowo nieprzewidywalna. Bywają bowiem okresy nieprzerwanej dominacji chmur na niebie. Ten rok przyniósł z kolei maj ze zdecydowaną przewagą słońca. W okolicach gdzie akurat mieszkamy nie spadła chyba nawet kropla deszczu. Wykorzystaliśmy to wprost idealnie, tylko niestety momentami realia biorą górę nad moim odwiecznym optymizmem. A wolałbym jednak, by córka pozostała pod wpływem bakcyla którego już załapała. Nawet wiedząc jak fajne dla takiego małego szkraba są kałuże, to na pewno słońce dodało by uroku tej naszej eskapadzie.

Tak więc nawet zza chmur, ale niech nam przyświeca!!! 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *