wycof

przez całe życie na najwyższej pędzą fali, pochmurne niebo im na głowy się nie zwali – w krainie lodu zwanej Folgefonna

Za nami ostatnie w tym roku starcie z lodowym światem. Chociaż było to już chwilę temu i teoretycznie szansa by wyskoczyć tam ponownie nadal była, to jednak miniony wypad, jak zresztą każdy wrażeń dal na tyle dużo, że można z pełną satysfakcją przez najbliższe miesiące robić coś innego. Dziś już wiemy, że sezon na tego typu zabawę w tym roku jest po prostu zakończony.

Tym razem ruszyło nas czterech. Czas jednak był na tyle napięty, że wspólnego, pamiątkowego zdjęcia nie do końca udało się zrobić. Dwóch z nas bowiem już rwało się do akcji 😉

Na pierwszym planie Maciek i ja, a w tle Piotrek i Michał w ferworze akcji

Do tego jeden z nas w temacie był całkowitym nowicjuszem.

Piotrek w ferworze akcji

Na szczęście całkiem sprawnym fizycznie nowicjuszem. Tym lepiej, gdyż w porównaniu z uprzednimi wyskokami na lodowiec w tym przypadku poprzeczka była jakby podniesiona.

czasem lodowiec bywa też taki

Był to kolejny lodowy jęzor, który chcieliśmy gruntowniej zbadać. Tak więc także tym razem nie mieliśmy zbytniego pojęcia czego dokładnie się spodziewać. Tak naprawdę nawet będąc w danym miejscu już wielokrotnie w kolejnym sezonie może on w ogromnym stopniu zmienić swoje oblicze. Tutaj jednak nawet cześć drogi dojścia była całkowicie nowym gruntem.

już niedalekoskaczacy po kamieniach Michał

Jeśli chodzi o spanie, to poszliśmy na niejaką łatwiznę, gdyż za naszą noclegownie posłużył nam środek transportu, którym tam przyjechaliśmy. Wystartowaliśmy dosyć wcześnie. Przed nami do przejścia był bowiem kawałek. I dopiero potem lód. Po drodze było jednak całkiem ładnie.

po drodzepo drodzepo drodze

Jeszcze tylko założenie osprzętu.

szpejenie

Wiadomo, że lepiej o wszystkim pomyśleć. Tam bowiem niczego nie może zabraknąć.

szpejdziaby

I ruszamy.

na pierwszego Maciek

Tym razem już na starcie mieliśmy trochę bardziej pionową zabawę.

poczatki

Tak naprawdę początek wyglądał tylko tak.

pierwszy wyciagasekuracja z górypoczatki

Dopiero gdy teren zaczynał się robić bardziej płaski mogliśmy przejść do asekuracji lotnej, czyli takiej podczas której oczywiście cały czas jesteśmy związani. Korzystanie punktów przelotowych ograniczamy do minimum. Wiadomo, że gdy ryzyko zaczyna być zbyt duże, to akurat nad tym się nie zastanawiamy. Bezpieczeństwo to jednak podstawa! Za nami za dużo sytuacji, gdzie granica była za daleko przesunięta…

pion trochę mniejszyzrobiło się bardziej płaskotutaj jakby łatwiej

Na horyzoncie pojawił się jakiś budynek. Początkowo obstawiliśmy że jest to turystyczna placówka, do której mieliśmy w planie dojść.

nasz poczatkowy cel

Głębsza analiza podpowiedziała, że to jednak coś innego. Tak naprawdę lepiej, gdyż nie mogliśmy pozwolić sobie na dalsze próby dostania się tam. Nadchodząca noc mogła nas bowiem stamtąd zbyt łatwo nie wypuścić. Podjęliśmy więc jednomyślną decyzję, że czas rozpocząć odwrót.

zjazdwycof

Trochę zjazdów oraz pozostawienie w lodzie fantów dzięki którym wycof był pod większą kontrolą i po chwili byliśmy w jakby bardziej przewidywalnym terenie.

to już ostatni z nas

Na grunt z którego kilka godzin wcześniej startowaliśmy dotarliśmy w samą porę, gdyż właśnie zaczynał zapadać zmrok.

a więc koniec lodu na dzisiaj

Na parking wróciliśmy już w całkowitych ciemnościach. I znów wcześniejsze chęci by zbadać jeszcze jakiegoś lodowy kawałek poszły w niepamięć. Doznań na ten weekend bowiem wystarczyło. Zresztą nawet nasze twarze wyglądające jakbyś wyszli z jakiejś kopalni też podpowiadały by je po prostu umyć 🙂

czy to na pewno był lodowiec?

A tytuł jak wiadomo zapożyczony z muzyki. Tym razem utwór, który już zawsze będę kojarzył z tym lodowcem…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *