kiedy miastem rządzi ciemność

Już nie dla nas życie nocne w Norwegii. Strata niewielka, bo i tak zbytnio nie porywa. To nie Bangkok, czy Amsterdam… Zalapalismy sie jednak na kilka chwil. Spacer z wozkiem glownym portowym deptakiem w Stavanger szybko przykuwa uwage “zatroskanych” obywateli. Dopiero 22, czyli pora wcale nie tak pozna, a dziwne spojrzenia, czy delikatne aluzje, ze czas do łózka potwierdzają, że tutaj rodzic zmienia status na opiekuna i trzeba się dostosować. Bardziej liberalne podejście do tematu nie jest w tym kraju mile widziane. Łatwo można się narazić, a wtedy system szybko znajdzie zastępstwo. W norweskiej rzeczywistosci zaistnial szereg takich historii. Każdy przypadek to inny powód. Niekiedy podobno błachy. Jak chociażby przesadne okazywanie czułości. To tak jakby było się już pedofilem. Agresywne akcje, co akurat łatwiej zrozumieć, to także szybka droga ku stracie dziecka. A sąsiad, tak z poczucia obowiązku tylko czeka… W Polsce donosiciel,  konfident nasuwa bardzo negatywne konotacje. Tutaj to jest norma i nie ma co liczyc na milczenie ogolu… Gorzej jeśli będziemy mieli do czynienia z pomówieniem, bo akurat ten sam sąsiad wyjątkowo nas nie lubi i na dodatek ma skłonności do przesady. Obcokrajowiec w konfrontacji z autochtonem jest tak jakby na przegranej pozycji. Niektórzy nadwrażliwi rodzice, po poznaniu kilku tego typu faktow obawiaja sie wiec poslac pocieche do przedszkola. Ze strachu, ze przepytanka dzieciaka moze sie skonczyc naglym wtargnieciem przedstawicieli norweskiej oswiaty. Gdy juz dochodzi do tego typu sytuacji raczej ciezko jest sie wybronic. A wtedy, tak modna dzisiaj depresja, murowana. Ewentualnie wzięcie spraw w swoje ręce. Historie zuchwałej partyzantki grupy Rutkowskiego usłyszała cala Polska. Porwanie wlasnej corki z rodziny zastepczej to byl podobno jedyny sposob. Mozna i tak… Proby z Trybunalem Sprawiedliwosci takze sie zdarzaly. Z dużo gorszym efektem. Jak widać cena za “lepsze” życie bywa czasem zbyt wysoka. Nie nalezy sie wiec wyrywac. Egzystencja ma być poukładana…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *