Archiwa tagu: inspiracje

wolę blaszaną budę niż Tadż Mahal – Gregory David Roberts “Shantaram” – krótka recenzja

Czytałem dawno temu wywiad. Nie pamiętam z niego zbyt wiele. Tylko kilka zdań, momentów, historii… Poza tym tak jakby zapomniany. W minione wakacje ktoś jednak przypomniał.
– A czytałeś może “Shantaram”?
W pierwszym momencie nie kojarzyłem. Lekki zarys fabuły i już wiedziałem. Tylko było to na tyle dawno temu, że autorowi do końca książki było jeszcze daleko. Ot gość uciekł sobie z australijskiego więzienia, by po chwili wylądować w indyjskich slamsach. To tak pokrótce. Czytaj dalej wolę blaszaną budę niż Tadż Mahal – Gregory David Roberts “Shantaram” – krótka recenzja

sam fakt istnienia jest prawdziwym szczęściem – “Co jak co” Blaise Candrars – krótka recenzja

Minął już rok od mojej ostatniej autostopowej jazdy. Śmignąlem wtedy na słynne Lofoty. Było jeszcze całkiem zimowo. Zresztą bez tego, ten kraj nie należy do ciepłych. Na dodatek pchnęło mnie wtedy na podbiegunowe koło. Czytaj dalej sam fakt istnienia jest prawdziwym szczęściem – “Co jak co” Blaise Candrars – krótka recenzja

nie musi być przyjemnie by było przyjemnie – Mark Twight “Całuj albo zabij” – krótka recenzja

Przez ostatnie lata z racji ogólnego braku czasu w wielu kwestiach trzeba było przystopować. Do tyłu z kinem, muzyka, całym tym kulturowym zamieszaniem. Do książek też rzadko zaglądam… Jest jednak jedna.  Czasem żartuje, że jest dla mnie jak Biblia. Przyćmiła wszystko co do tej pory przeczytałem o górach. Do niektórych szczerych, momentami pełnych bólu fragmentów ciągle wracam. Nawet Greg Child, którego wcześniej uważałem za faworyta blednie. “Całuj albo zabij” to dawka emocji, buntu, parcia pod prąd.  Zero oportunizmu. Prawdziwie mocne uderzenie…

Mark Twight – “Całuj albo zabij”

P1100951

słyszy się niecierpiliwe tętno w skroniach, słyszy się podszepty krwi, która najpierw lekko łaskocząc na samą myśl o wyjeździe, coraz bardziej swędzi, coraz usilniej domaga się kolejnej ucieczki od powierzchni

OIMG_6404 jaskiniach to ja zbyt wiele książek nie przeczytałem… Ta jednak wypatrzona na empikowej półce od razu wzbudziła zainteresowanie. Pomyślałem poetycko o podziemnym świecie. To coś czego właśnie w książkach szukam. Zamiast pustych, opisowych narracji wolę znajdować w tekstach czasem bardzo wyraźną, niekiedy stonowaną, trudniej dostrzegalna, ale jednak poezje. I tak, tym razem nie zawiodłem się już po otwarciu na przypadkowej stronie. Czytaj dalej słyszy się niecierpiliwe tętno w skroniach, słyszy się podszepty krwi, która najpierw lekko łaskocząc na samą myśl o wyjeździe, coraz bardziej swędzi, coraz usilniej domaga się kolejnej ucieczki od powierzchni

bo dla mnie prawdziwymi ludźmi są szaleńcy ogarnięci szałem życia, szałem rozmowy, chęcią zbawienia, pragnący wszystkiego naraz, ci, co nigdy nie ziewają, nie plotą banałów, ale płoną, płoną, płoną, jak bajeczne race eksplodujące niczym pająki na tle gwiazd

…uprzytomnilem sobie, ze pewnego dnia nasze dzieci beda ogladac te wszystkie zdjecia ze zdumieniem, przekonane, ze ich rodzice zyli w sposob gladki, uporzadkowany, ustabilizowany, tak jak na zdjeciu, ze wstawali rano by kroczyc dumnie chodnikami zycia i nigdy nie beda podejrzewac lachmaniarskiego szalenstwa i burzliwosci naszych faktycznych zywotow, naszej faktycznej nocy, tego piekla, bezsensownej, koszmarnej drogi. A wszystko to w pustce bez konca i bez poczatku…

***

…bo za dużo spraw mnie pociąga, dlatego jestem zamącony i skotłowany, kiedy tak pędzę od jednej gwiazdy do drugiej, aż padnę. Co też ta noc robi z człowiekiem. Nie miałem nikomu nic do zaoferowania poza własnym zamętem w głowie…

***

…znów na chodniku piętrzył się stos naszych wysłużonych walizek; czekała nas jeszcze dalsza droga. Ale co tam, droga to życie…

***

…bo za mną nie było już nic, spaliłem wszystkie mosty i nic mnie nie trzymało…

***

…leżeliśmy na plecach wpatrzeni w sufit i zastanawialiśmy się, co też Bóg najlepszego zrobił, kiedy sprawił, że życie jest takie smutne…

***

…- Mamo, co to za pan? – A, to taki tramp. – Mamuś, ja też chcę zostać trampem…

***

…-a teraz przyuwaz tych z przodu. Maja swoje zmartwienia, licza killometry, mysla o tym, gdzie beda dzisiaj spac, ile forsy musza miec na benzyne, jaka bedzie pogoda, jak tam dojada…a przeciez, kapujesz i tak tam dojada. Ale musza sie zamartwiac i zdradzac czas pilnymi potrzebami, falszywymi, albo i nie, bo tak sie lubia wiecznie przejmowac i narzekac, a ich dusze nigdy nie zaznaja spokoju, dopoki sie nie przypna do jakiegos uznanego, niepodwazalnego zmartiwnia, a kiedy juz je znajda, przyjmuja odpowiedni wyraz twarzy ktory bedzie do niego pasowal, czyli kapujesz, nieszczesliwa mine i przez caly czas wszystko im umyka, o czym zreszta wiedza, a co ich rowniez bez reszty martwi…

***

…każdy wybój, wzniesienie i równina osnuwały tajemnicą moją tęsknotę…

***

…- Jakie masz plany wobec siebie, Ed? – spytałem. – Bo ja wiem – odparł. – Idę przed siebie. Załapuję się na życie…

***

…jakie się ma uczucie, kiedy wyjeżdża się od ludzi, a oni nikną powoli na równinie, aż w końcu widać tylko rozmywające się punkciki? – że zniewala nas za duży świat i że to jest pożegnanie. Ale człowiek wypatruje już kolejnej szalonej przygody pod tym samym niebem…

***

…- Czego chcesz od życia? – spytałem, bo zawsze pytałem o to dziewczyny. – Nie wiem – odparła. – Chyba pracować jako kelnerka i jakoś pchać tę biedę…

Jack Kerouac “W drodze”