Velky Krivan - na szczycie

każdy ma własną górę i własne zwycięstwo

Dawno temu, jeszcze zanim zacząłem szlajać się trochę dalej i zanim bycie w drodze wyznaczało moje dni, to góry i ludzie, których tam poznawałem przywołują momenty, które chce się pamiętać najbardziej. Mam na myśli góry bliższe. Ogniska, gitara, namiot na dziko, schroniskowe życie, muzyka… Hajsu tyle co zero. To jednak czasy, których nie zamienił bym za nic. A tam historie, które nawet gdybym próbował opowiedzieć, to i tak pewnie niewielu zrozumie. Tam też spotkałem osoby, które zainspirowały do tego, by urosły skrzydła i dalszy świat stanął otworem.
Byłem jeszcze bardzo młodym, spragnionym przygód dzieciakiem. I tak się szczęśliwie złożyło że wychowywałem się właśnie w górach. Na Sądeczyźnie. A z tego akurat jestem bardzo zadowolony.

Wokół mnie, jak zresztą wszędzie było niemało ciekawych zawodników. Był jednak jeden z którym czasu spędzałem tak jakby więcej. Była więc piłka, jakieś wypady, imprezy, rower… I góry. Sporo pokręconych przygód mamy więc razem na koncie. Potem drogi się porozchodziły…

Personalnie rzadko piszę o innych. ale tym razem robię jednak wyjątek. Tak się składa, że będąc ostatnio w Polsce wyskoczyłem na moment w góry, na dodatek po latach ze wspomnianym wyżej kumplem. Grubo po latach.

Dzisiaj gumiś, bo ksywa z dzieciństwa przylgnęła do Damiana już na zawsze jest terapeutą i coachem. Tym którzy się zagubili pomaga odnaleźć swoją ścieżkę.

Przeniósł się trochę bardziej na wschód i w Lublinie współprowadzi Osobistą Doskonałość.

A my cały czas w całkiem dobrym kontakcie. Gdy tylko mamy chwilę to umawiamy się na jakieś piwko, bo rozmów nigdy zbyt wiele.

W górach razem nie byliśmy już jednak ponad dekadę. Dokładnie ostatnio około trzynastu lat temu . Od paru miesięcy ustawialiśmy się, że gdy tylko będę następnym razem, to gdzieś wyskoczymy. Tym bardziej, że ostatnio Damian złapał fazę na realizację prawie zapomnianego przez nas pomysłu. W kilka lat planuje skompletować Koronę Gór Europy. Lekko zmodyfikowaną gdyż górki poniżej 1000 m.n.p.m po prostu olewa. I racja. Coś mi się wydaje, że spróbuję potowarzyszyć mu po części w realizacji tego projektu. I na pewno będę kibicował.

A kilka tygodni temu byliśmy na jednej górce. W planach było Zugspitze, czyli naj u sąsiadów z zachodu oraz Moldoveanu najwyższa góra Rumunii. Różne życiowe komplikacje stanęły i tym razem na drodze. Padło na Velky Kryvań czyli najwyższe wzniesienie w paśmie Mała Fatra, na Słowacji, gdzie zawsze było jakoś nie po drodze. No cóż do korony się nie zalicza, ale warun w partiach szczytowych, był na tyle “sprzyjający”, że góra była całkiem dobrą rozgrzewką.

Tak więc stary dajesz! Będzie dużo fajnych akcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *