Dalsnuten

życie to bieg przez kosmos, trochę łez, czasem rozkosz – o tym jaki był ten rok

Podsumowań chyba nie lubię. A ten tekst po części taki właśnie będzie. Przecież lubię żyć chwilą. Nie wracać. Nie rozpamiętywać. Nie żałować! Tak już mam. Podejmuje decyzję i nie patrzę wstecz…

Może nie był to najlepszy rok mojego życia. Bo przecież bywały okresy wyjątkowe. Często szalone co nieco… Z całą pewnością mogę jednak napisać, że był to najpiękniejszy rok od kiedy na świecie jest Lilka. Mogłem wreszcie bez tłumaczenia podejmować decyzje jakie w moim mniemaniu były słuszne. Wiedziałem co mi przynosi szczęście, więc próba robienia wciąż tego samego, tylko że z córką jest najbardziej sensowną. Mając pod skrzydłami istotę, której przyszłość w sporym stopniu zależy od rodzica trzeba próbować pokierować ją jak najlepiej. Nie można wątpić w jej słuszność. U mnie na szczęście tak właśnie jest. Stuprocentowo jestem pewien, że wychowuje córkę odpowiednio.

listopadowy biwak

Oczywiście najodpowiedniej byłoby rodzinnie. U nas nie było to jednak możliwe. Tak już czasem bywa… To co napiszę zabrzmi być może jak rekomendacja, bo po części tak właśnie jest. Na pewno mój przypadek potwierdza, że czasem najlepsze co może nam się przydarzyć, to gdy doskonale nam znany świat po prostu się zawali. Jestem bowiem żywym przykładem tego, że czasem tak jest najlepiej. Dla dobra dziecka. Dla siebie. Dla obojga…

I pewnie dla wielu będzie to lekkie przegięcie. Bo przecież to internet. Wszyscy mogą przeczytać. Po co więc tak się uzewnetrzniać? A może właśnie po to, by czytający mogli chociaż w niewielkim stopniu przekonać się, że nie warto naszego cennego czasu marnować na związek z kimś kto jest z innej planety. Z kim wszelki dialog staje się absurdalny i zbyt trudny. I co ciekawe często zaczyna on być łatwiejszy, gdy decyzje zostały już podjęte. A szkoda życia. Mamy przecież tylko jedno… Nie warto być z kimś, kto nas nie szanuje. Gdzie brak jest zrozumienia. Ciągle pretensje, krytyka, podcinane skrzydła… Najlepsze co możemy wtedy zrobić, to przestać walczyć. Z szacunku do siebie.

Wiem, że w tych czasach jest to jakby popularniejsze. Co rusz wokół nas rozpada się jakiś związek, małżeństwo, rodzina… Dzisiaj jest łatwiej. Ludzie często dobierają się w przypływie chwili. A potem życie pokazuje, że można inaczej. Bo chcieliśmy przecież czegoś innego

Tak się bowiem składa, że relacje moje oraz mamy najważniejszej istoty mojego życia, czyli Lilki nigdy nie osiągnęły stabilności. Sam nie miałem nigdy odwagi by ten związek, tą rodzinę rozpiepszyć. A z drugiej strony dom powinien kojarzyć się z bezpieczną, spokojną przystanią. U nas tak nie było… I w efekcie nie byliśmy w stanie tego emocjonalnie udźwignąć. Zresztą potwierdził się tylko fakt, że każda walka (szczególnie jednostronna) musi mieć swój koniec.

Ale co ważne. Tak łatwo się o tym wyrażam ponieważ nasz związek, który pozornie był całkiem fajny (dla tych co nas nie znali) ot tak się po prostu rozsypał. Zresztą oboje nie umieliśmy nigdy udawać. Jeśli coś nie pasowało to nie próbowaliśmy się sztucznie uśmiechać. Pewnie każdy z nas zna takich co tak właśnie robią. Bo co ludzie powiedzą… Albo często też dla dzieci. Gdyż rodzina ma być rodziną. Nie ważne, że dysfunkcyjna. Najważniejsze, że w całości.

Poza tym bywało przecież pięknie. My również oczywiście potrafiliśmy się na chwilę zapomnieć. Rzadko, ale jednak… Tak więc pozory, wcale nie udawane, ale jednak można było stwarzać. Jak chociażby, dla dwójki spotykanych na bezdrożach Gruzji backpackerów z Polski, z którymi nasze ścieżki się na godzinę przecieły. Idealny czas. Dużo energii. Ja w swoim żywiole. Po Lilce także dało się wyczuć, że czuje to samo. Nawet mama jakby bardziej zadowolona… Gadamy fajnie o życiu, marzeniach, celach… Potem ruszylismy dalej. Każdy w swoją stronę. Żegnając się słyszę – Ale fajna z was rodzina... No tak…

Zdjęcie zrobione właśnie wtedy…

w Gruzji

Zresztą wiem, że osobno zbudujemy sobie i co najważniejsze, naszemu dziecku dużo lepszy świat. Dużo lepszą rodzinę. Gdzie bez jakichkolwiek blokad pozwolimy sobie także na życie poza nią. Tak więc wiem, że jeśli ponownie wpuszczę kogoś do swojego świata, to podstawą będzie tam akceptacja i zaufanie. I chociaż czasem słyszę, że ufność to relikt i dzisiaj nie warto, to będąc być może naiwnym wciąż w takie coś wierzę.

Tym między innymi jest dla mnie wolność.

Nie walczcie więc! Albo ktoś Was akceptuje, albo niech znajdzie szczęście gdzieś indziej! A ewentualne rozstanie potraktujcie jako dobrą lekcje i szansą na inne, lepsze życie. Dla obydwu stron.

Ja na pewno powoli takie buduję.

Vårliverden

Pamiętajmy jednak, że podejmujemy decyzje z których życie nas rozlicza…

A więc niech ten nadchodzący rok będzie dla Was wypełniony tylko trafnymi decyzjami.

I bezbłędną lokalizacją uczuć 😉

na ścianie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *