ozbty

póki co wciąż się uczę, ogarniam człowieczeństwo, choć czasami najpiękniejsza prawda to szaleństwo – wspinaczka lodowa w Rjukan

Co nieco zorientowanych w temacie nie trzeba informować, że Rjukan to dla miłośników wspina po zamarzniętych wodospadach swoista mekka. Biorąc pod uwagę najbardziej wartościowe tego typu miejscówki z całego świata to ten zacieniony, schowany pośród norweskich gór zakątek jest w zdecydowanej czołówce tego typu na naszej planecie. Spokojnie można nawet uznać, iż jest numerem jeden na ziemskim globie.

bty

Planowaliśmy ten wyjazd dosyć długo. W życiu jednak często coś staje na drodze i się po prostu nie da. W efekcie pomimo iż chętnych było więcej, to końcowy skład pomniejszył się do czterech osób.

dav

Zbazowaliśmy się w jednym z domków (nor. hytte) docierając tam późno w nocy.

bdr

Pierwszy dzień to na start jeden z popularniejszych tutejszych regionów – Krokan.

bty

Małe przygotowania.

bdr

I start.

bty

Mieliśmy co nieco towarzystwa, co nam w najmniejszym stopniu nie przeszkadzało.

krokankrokan

Nasze doświadczenie w lodowym wspinaniu, to jakkolwiek by nie nazwać jest raczej amatorka. Niektórzy z nas robili to pierwszy raz. Wcale to jednak nie przeszkodziło, by już na starcie, po krótkim instruktażu i małej próbie, wystartować od samego dołu, czyli budując w pełni całą drogę…

Łukasz w akcjiŁukasz w akcjiŁukasz i MichałŁukasz w lodzie a reszta kibicuje

Dzień usatysfakcjonował na tyle, że nie było zbyt łatwo go zakończyć chowając się przed nocą. Chciało się po prostu więcej…

Michał i Maciek

No, ale był przecież kolejny.  W planie wstępnie były lodospady znajdujące się n zboczach górującej nad okolicą – Gaustatoppen.

Gaustatoppen

Rankiem jednak zbyt długo pospaliśmy, w co ciężko było uwierzyć, gdyż co jak co, ale było nas przecież czterech. I na dodatek teoretycznie dorosłych facetów 😀 No cóż, tak już bywa, gdy wrażenia minionego dnia wpływają na świadomość, że trzeba nastawić budzik 🙂 Tak więc z opóźnieniem próbowaliśmy wbić się w sektor Ozzimosis będący także na celowniku. Był jednakże w pełni zajęty. Zresztą wpłynął na to weekend. Z racji łatwiej dostępności region ten jest bardzo popularny, więc nie powinno to wcale dziwić.

dzień drugi

Poszliśmy na łatwiznę wbijając się ponownie w sektor poznany całkiem dobrze poprzedniego dnia. Też bardzo popularny, ale rozleglejszy. I pozostało tam przecież sporo niewywspinanego lodu.

krokan

Zresztą kosmos nie był wcale mniejszy. Krótko mówiąc znów kopa emocji.

a to ja :)

I tym razem naszło nas także na dry tooling czyli wspinaczkę skalną przy użyciu sprzętu stricte zimowego.

dry tooling

Pomimo porannego poślizgu dzień przyniósł na tyle dużo wrażeń, że nie ustępował w niczym temu co przeżywaliśmy minionego dnia. Wtedy zafundowaliśmy sobie czilloutowy oddech w saunie. Było to na tyle fajne, że nie mogliśmy odmówić sobie tego również następnej nocy. Tym razem, najwidoczniej mając wciąż zbyt mało doznań, poszliśmy krok dalej wskakując na chwilę do śniegu.

Niestety zdjęcia nie nadają się do publikacji 😀

Następnego dnia dla odmiany aż trzy budziki oznajmiły, że czas się zbierać. Ponieważ opady śniegu utrudniły powrót najkrótszą drogą trzeba było wybrać nieco dłuższą. Bo tak w ogóle był to już nasz ostatni dzień tej lodowej przygody…

Mogliśmy pozwolić więc sobie na dużo mniejszą ilość zabawy tego dnia. Nie przeszkodziło to jednak, by trochę powalczyć.

OzzimosisOzzimosisOzzimosisOzzimosis

I na koniec kilka selfi… Pomyśleć, że kiedyś byłem nastawiony trochę anty do tego typu zdjęć. No cóż świat się zmienia, świat się zmienia, czy chcesz tego czy nie, świat zmieni się…

OzzimosisOzzimosisOzzimosis

Tak w ogóle wszystkie użyte w tym wpisie zdjęcia zostały wykonane telefonem. To też jakby potwierdza słowa Fisza użyte powyżej.

A my mając dużo przyjemności z całego pobytu zdawaliśmy sobie jednak cały czas sprawę, czym taka zabawa może się skończyć. Myśleliśmy o Tomku, który w tym samym czasie toczył boje z Nanga Parbat. Pomimo nie znikającego do końca optymizmu i wiary w to, że na pewno da radę, później okazało się, że jednak nie. Wielka szkoda!

Ogólnie zabawa była dla nas na tyle wartościowym spędzeniem czasu, iż już wiedzieliśmy, że za chwilę będziemy tam wracać…

2 myśli nt. „póki co wciąż się uczę, ogarniam człowieczeństwo, choć czasami najpiękniejsza prawda to szaleństwo – wspinaczka lodowa w Rjukan”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *