Archiwa tagu: góry

nowy dzień, nowa nadzieja, nowy sen – powrót do Norwegii

Wróciłem na północ…  Jak zawsze z przygodami, po drodze wymiana klocków hamulcowych, kilkakrotna walka z wycieraczkami, awaria drzwi, które w efekcie już na miejscu podczas kontroli celnej całkowicie odpadły 🙂 a sama kontrola skończyła się mandatem i skonfiskowaniem prawie całych zapasów piwa… Cóż, norweska rzeczywistość nie w każdej kwestii jest przychylna. Czytaj dalej nowy dzień, nowa nadzieja, nowy sen – powrót do Norwegii

pozjeżdżać trochę u sąsiadów – z dechą na Chopok

Z niemałym trudem dochodzący do skutku, ciężko wywalczony, a w efekcie, już na miejscu obfitujący w komplikacje… Jakaś zapomniana deska, czy czasowy poślizg na gondole, owocujący pozostaniem “nie po tej stronie góry”.

Czyli jak każdy tego typu, zawsze  trwający za krótko, wypad na słowacki Chopok.

Na zdjęciach ułamek, taka mała cząstka tych naszych snowboardowych szaleństw i poszukiwań wymarzonego puchu. Czytaj dalej pozjeżdżać trochę u sąsiadów – z dechą na Chopok

on the road again ale jakoś tak inaczej – na hiszpańskiej drodze

Poruszanie kwestii kasy działa na mnie drażniąco. Z reguły unikam gadania na ten temat, a jak ktoś pyta ile zarabiam, to od razu mam przed oczami naszego barda gdy śpiewa w każdym jednym towarzystwie tylko mowa o pieniądzach… I tak to w rzeczywistości wygląda. Dziś flota rządzi światem…

No ale przechodząc do sedna. Trochę wbrew sobie, czas jednak poruszyć kwestie forsy, a raczej wydawania jej więcej niż by się chciało. Jesteśmy w Hiszpanii, a właściwie w Katalonii. Spodziewając się zastać kryzys, który tu podobno w rozkwicie wyobraziliśmy sobie przy okazji cenowy raj. Zaślepieni nadzieją, że będzie tanio nie fatygowaliśmy się bynajmniej, by jeszcze przed przylotem skonfrontować to z realem. A real nas bardzo niemiło zaskoczył. Sam nie wiem skąd moja wyobraźnia wytrzasnęła noclegi po 10 euro na głowę. Takich tu niestety nie ma. Będąc wierny idei budżetowego poznawania świata pojawił się więc mały problem. Mając pod skrzydłami dwuletnie maleństwo ciężko jest położyć się pod płotem na kawałku trawy. Pozostają komfortowe zacisza hoteli, które pomimo, iż o tej porze roku świecą pustkami na upusty cenowe raczej nie ma co w nich liczyć. Czytaj dalej on the road again ale jakoś tak inaczej – na hiszpańskiej drodze

jak oszołomiony wicher omijam oka twojej sieci, wieje tylko tam gdzie mam ochote, wieje tylko tam gdzie mam ochote, sama dobrze wiesz gdzie – biwak na Trolltundze

Oczekiwanie na pogodny weekend może tu trwać w nieskończoność. Jesień ma to do siebie, że wraz z jej nadejściem deszcz zdaje się padać codziennie. Na szczęście nie jest to szara ulewna ściana. Na przekór opinii, jako kraju zimnego często pojawiają się przebłyski słońca. Najczęściej są one jednak dynamiczne, chwilowe. Niosą ze sobą tęcze i spektakle pogodowe, które ubarwiają pobyt. Mniej fajnie zaczyna być, gdy chce się zaplanować jakiś dłuższy niż kilkugodzinny wypad. By wyrwać się poza cztery ściany lub co gorsze, centrum handlowe…

Kilka sobotnich dni spędzonych w takim miejscu spowodowało, że zaczynam tym rzygać. Dusiłem się patrząc na rodziny w zakupowym amoku.  Wokół rój w większości nieświadomych konsumentów. Zmęczone twarze pożądające plastikowych gadżetów, butów, ajpodów… Z drugiej strony ostatnio w moim otoczeniu pojawia się zbyt wielu niewolników oszczędzania. Kierowani złudna nadzieją, że będą szczęśliwi, gdy zarobią tą wymarzoną sumę, najlepiej z jak największą ilością zer. Dla których wolny dzień, sobota lub popołudnie bez fuchy to jak stracony czas. Brnący przez życie bez pasji, z ambicja skierowaną ku najważniejszej wartości – pieniądzom. Pieniądzom, które momentami same w sobie są celem, a nie środkiem. Czytaj dalej jak oszołomiony wicher omijam oka twojej sieci, wieje tylko tam gdzie mam ochote, wieje tylko tam gdzie mam ochote, sama dobrze wiesz gdzie – biwak na Trolltundze

a co to k…. powiedział ktoś z tłumu czy ty przypadkiem nie zgubiłeś rozumu – biwaki z półtorarocznym malcem na Preikestolen i Kjerag

Pierwsze dni po powrocie z urlopu. W pracy powalająca ilość ciągnących się wyjątkowo powoli nadgodzin. Wychodziłem z chaty Lili spala, gdy wracałem także była gdzieś daleko. Szansą na wspólne spędzenie czasu miał być weekend, który zapowiadał się wyjątkowo pogodnie. W piątek sięgające zenitu zmęczenie powodowało, że potykałem się o własne nogi. Byłem więc coraz bliższy zaniechania wcześniejszych planów. Zdecydowanie potrzebowałem restu. Justyna także nie przejawiała zbyt pokaźnych chęci, chcąc spędzić ten czas bez szaleństw i w spokoju. W tym tygodniu przebywali u nas jednak tabasko wraz z wilkiem, którzy z kolei mieli nieukrywaną ochotę zobaczyć trochę tego górzystego kraju. Umawialiśmy się już wcześniej, że przekimamy na słynnym Preikestolen, by następnego dnia przeskoczyć do mekki basejumperów – na Kjerag. Nie pozostawało więc nic innego jak zacisnąć zęby, pobudzając się jednocześnie spora dawka bipałerow z biedronki. Takim sposobem nowy etap w życiu już na starcie przyniósł zakręcony i z kilkoma nieprzewidywalnymi zwrotami akcji weekend. Znów utwierdziłem się w przekonaniu, iż dobrze byłoby robić to częściej. A Lilka swoim zachowaniem udowadniała, że bycie out jak dla niej jest w dobrym tonie i momentami nieujarzmiony śmiech zdawał się mówić chce więcej… Czytaj dalej a co to k…. powiedział ktoś z tłumu czy ty przypadkiem nie zgubiłeś rozumu – biwaki z półtorarocznym malcem na Preikestolen i Kjerag

góry aż do nieba i zieleni krzyk, polna droga pośród kwiatów i złamany krzyż – pierwszy biwak – Beskid Niski, Bieszczady

biwakowanie w bieszczadach

Kolejny wyjazd na kanwie ucieczki. Dysfunkcyjny klimat w rodzinie nie wplywa zbyt dobrze na psyche… Dom to niestety nie zawsze bezpieczna przystan. W pewnym momencie pomyslalem, ze wlasnie w takich chwilach ludzie strzelaja sobie w leb. Z bezradnosci, w starciu z nieprzychylnoscia otaczajacego swiata. Jak nigdy stalem sie ostatnio sklonny do naduzyc pesymicznego tonu. Z wiecznego optymisty i pelnego nadzei mlodego czlowieka, zmienilem sie w przemeczonego i ogarnietego jakas dziwna presja cynika. A moze to tylko efekt srodowiska i widocznej golym okiem frustracji wokol mnie? Bo przeciez zawsze najlepiej czulem sie w otoczeniu pelnym energii i pasji. Zarazliwej, nieskrepowanej, szalonej… Czytaj dalej góry aż do nieba i zieleni krzyk, polna droga pośród kwiatów i złamany krzyż – pierwszy biwak – Beskid Niski, Bieszczady

ach jaki dziwny dzisiaj świat, na niebie eksplodują tęcze, złotych semaforów znak, ze snu się budzą myśli piękne

Ostatnia przejażdżka po zadupiach Beskidu Niskiego, bo co jak co, ale region ten nie należy do zbytnio zurbanizowanych. Ma to jednak swój niepowtarzalny urok. Rozkochał niejednego i niejeden wraca…

Za dwa dni znów ruszam na żywioł i mimo,  iż zmierzam tam, gdzie natura ma do zaoferowania sporo, to na pewno zatęsknię za tego typu klimatem.

Czytaj dalej ach jaki dziwny dzisiaj świat, na niebie eksplodują tęcze, złotych semaforów znak, ze snu się budzą myśli piękne

to raj dla takich jak my, to piekło dla takich jak ty – na filarze Świnicy

Stała praca to coś co zawsze było postrzegane przeze mnie jako nie pozwalające zbytnio rozwijać skrzydeł ograniczenie. I chociaż od kilku miesięcy czerpałem spora przyjemność z zajęcia które pochłaniało większość moich dni, to jednak powoli zaczynała wkraczać dziwnie doskwierająca monotonia. Chyba każda cząstka mnie potrzebowała mocniejszych doznań. Dodatkowo niektórzy z ekipy pracujący ze mną przejawiali podobne fazy. Musiało to więc prędzej czy później zaowocować jakimś konkretnym działaniem. Po nakręcających się nawzajem rozmowach i naostrzeniu dziabek pewnego nie do końca pogodnego, lutowego popołudnia, prosto z pracy ruszyliśmy… Kierunek Tatry, a na celowniku Filar Świnicy. Oto fotograficzna próba ukazania jak to istotą podobno rozumnym wydaje się brakować zdrowego rozsądku… Czytaj dalej to raj dla takich jak my, to piekło dla takich jak ty – na filarze Świnicy

pare chwil w podziemnej galerii – jaskinia Litworowa

Wielka Litworowa, to jedna z tych jaskiń  która “zalicza” praktycznie każdy zgłębiający temat tatrzańskich podziemi. Swój udział w eksploracji tejże jaskini maja także grotołazi z bielskiego środowiska  z którego wywodzi się Artur Zera. Ten oto przedstawiciel wąskiego dosyć grona fotografów jaskiniowych, chcąc pokazać kilka swoich ujęć  wpadł na dosyć alternatywny pomysł  Galeria zdjęciowa na minus 200 własnie w jaskini Litworowej, to muszę przyznać dosyć ciekawa idea.

Czytaj dalej pare chwil w podziemnej galerii – jaskinia Litworowa