Archiwa tagu: góry

i kiedy zawijam dni znowu znikam za rogiem – fotorelacja z przejścia via ferraty w Helleren, czyli najbliższej od Stavanger tego typu trasy

Via ferrata (z włoskiego “żelazna droga”) to górska ścieżka która w zależności od poziomu trudności może być dla miłośników wędrówki po bezdrożach sporym wyzwaniem. Ojczyzną via ferrat są Dolomity. Tam też jest ich najwięcej. Pierwsze zostały zbudowane podczas 1wszej wojny światowej w celu ułatwienia przeprawiania się przez góry żołnierzy. Dzisiaj tego typu trasy wyposażone są w służącą do autoasekuracji stalową linę oraz niekiedy wszelkie stopnie, drabinki, mosty. Sprzęt niezbędny by próbować swoich sił na via ferracie to uprząż wspinaczkowa oraz lonża z absorberem energii. Zaleca się również używanie kasku. Czytaj dalej i kiedy zawijam dni znowu znikam za rogiem – fotorelacja z przejścia via ferraty w Helleren, czyli najbliższej od Stavanger tego typu trasy

świat jest mój więc niech daje mi to czego chcę – kolejny skiturowy wypad w norweskie góry

I znów łudziłem się, że kolejny wpis zaistnieje dużo szybciej. Dzieje się przecież bardzo dużo. Rzeczywistość weryfikuje jednak po raz kolejny śmiałe plany. Z przeżywanych ostatnio momentów bywały także te których wolelibyśmy unikać. I chociaż stres ostatnimi czasy jakoś mnie omija, to przeprowadzka poprzedzona dwa dni wcześniej poważnym pożarem należy do “atrakcji” z typu mniej pożądanych. Coraz mniej podoba mi się cytat z jednego z najlepszych albumów polskiego hip-hopu, że “ponoć życie bez przeszkód byłoby zupełnie nudne”. Aż mam ochotę się trochę ponudzić… Czytaj dalej świat jest mój więc niech daje mi to czego chcę – kolejny skiturowy wypad w norweskie góry

nie wiem co to rozsądek, tylko emocje mówią prawde – jazda autostopem z czteroletnim dzieciakiem po Gruzji

W głowach wielu spośród tych którym wspominaliśmy, że za cel naszego rodzinnego wyjazdu obraliśmy Gruzję pojawiały się ciemne barwy. I to nawet zanim świat obiegły powodziowe historie, a przy okazji wymyte z zoo zwierzaki. Hipopotam na ulicy, czy pingwin w rzece jeszcze dosyć delikatne wrażenie mogły robić na mieszkańcach Tbilisi i całego świata, ale niedźwiedzie, czy chociażby biały tygrys pobudzały bardziej wyobraźnię. szczególnie gdy pojawiła się wieść, ze wokół bywali już tacy, dla których bliskie spotkania z tego typu uciekinierami miały mało pozytywny finał. Czytaj dalej nie wiem co to rozsądek, tylko emocje mówią prawde – jazda autostopem z czteroletnim dzieciakiem po Gruzji

leśne błądzenie po latach – jesień w Beskidzie Niskim

Beskid Niski, to obok Tatr górska kraina jakoś mi najbliższa. Przynajmniej w Polsce… Mijały lata i przez ten dłuższy czas stawała się bynajmniej dosyć odległa. Ścieżki prowadziły zupełnie gdzieś indziej. Swojego czasu jednak było mi tu całkiem nieźle. W Tatrach, do których ciągnęło mnie z zupełnie innych powodów chyba trudniej było odnaleźć dzikość, odosobnienie, spokój. Tutaj o tego typu stany po prostu łatwiej… Czytaj dalej leśne błądzenie po latach – jesień w Beskidzie Niskim

uparci, niebanalni, dla normalnych nienormalni – dream jumping, B.A.S.E., slackline na górze Kjerag

Być może duże zainteresowanie jakim cieszą się dzisiaj tak zwane “sporty ekstremalne”, to wynik przejściowej mody, która wkrótce nie powodując już takiego ogólnego szału zaniknie. Popularność bowiem zabawy z pod znaku adrenaliny sięga obecnie zenitu. Sprzęt i wszelkie ułatwienia są na wyciągnięcie ręki. Wielu więc próbuje. Niektórzy po krótkiej fascynacji rezygnują z łatwością przechodzą do porządku dziennego. Inni odpuszczają jeszcze łatwiej. Zaraz po pięciu ulotnych minutach “sławy” na fejsie. Lans to wcale nie tak rzadki powód, by się w to zagłębić. Czytaj dalej uparci, niebanalni, dla normalnych nienormalni – dream jumping, B.A.S.E., slackline na górze Kjerag

nie musi być przyjemnie by było przyjemnie – Mark Twight “Całuj albo zabij” – krótka recenzja

Przez ostatnie lata z racji ogólnego braku czasu w wielu kwestiach trzeba było przystopować. Do tyłu z kinem, muzyka, całym tym kulturowym zamieszaniem. Do książek też rzadko zaglądam… Jest jednak jedna.  Czasem żartuje, że jest dla mnie jak Biblia. Przyćmiła wszystko co do tej pory przeczytałem o górach. Do niektórych szczerych, momentami pełnych bólu fragmentów ciągle wracam. Nawet Greg Child, którego wcześniej uważałem za faworyta blednie. “Całuj albo zabij” to dawka emocji, buntu, parcia pod prąd.  Zero oportunizmu. Prawdziwie mocne uderzenie…

Mark Twight – “Całuj albo zabij”

P1100951

myślę, że mam to już za sobą i nagapiłem się dość – powrotny stop

i znów utkwiłem...

Czasy długich tripów to przeszłość. Dzisiaj trzeba się zadowalać tym co przejściowe. Zresztą nie ma się co oszukiwać. Na dłuższą metę tego typu wyskoki zmęczą każdego. Szybki powrót był więc całkowicie wskazany.  Aura ponownie stała się wroga i aby łatwo się z nią pogodzić znów potrzebny był mały łut szczęścia. A tego zawsze najwięcej miałem w drodze. Nie wątpiłem więc, że i tym razem przebrnę przez nadciągające śnieżyce z łatwością. Pełen luz się opłacił. Po zejściu z promu, nie zdążyłem nawet dobrze się rozejrzeć. Już bowiem zajechał przed moje oblicze eksbackpaker z Niemiec, wiozący grupkę turystów ze swojego kraju, do domu. Taki stop to ja rozumiem 🙂 Czytaj dalej myślę, że mam to już za sobą i nagapiłem się dość – powrotny stop