Archiwa tagu: góry

nie wiem co to rozsądek, tylko emocje mówią prawde – jazda autostopem z czteroletnim dzieciakiem po Gruzji

W głowach wielu spośród tych którym wspominaliśmy, że za cel naszego rodzinnego wyjazdu obraliśmy Gruzję pojawiały się ciemne barwy. I to nawet zanim świat obiegły powodziowe historie, a przy okazji wymyte z zoo zwierzaki. Hipopotam na ulicy, czy pingwin w rzece jeszcze dosyć delikatne wrażenie mogły robić na mieszkańcach Tbilisi i całego świata, ale niedźwiedzie, czy chociażby biały tygrys pobudzały bardziej wyobraźnię. szczególnie gdy pojawiła się wieść, ze wokół bywali już tacy, dla których bliskie spotkania z tego typu uciekinierami miały mało pozytywny finał. Czytaj dalej nie wiem co to rozsądek, tylko emocje mówią prawde – jazda autostopem z czteroletnim dzieciakiem po Gruzji

leśne błądzenie po latach – jesień w Beskidzie Niskim

Beskid Niski, to obok Tatr górska kraina jakoś mi najbliższa. Przynajmniej w Polsce… Mijały lata i przez ten dłuższy czas stawała się bynajmniej dosyć odległa. Ścieżki prowadziły zupełnie gdzieś indziej. Swojego czasu jednak było mi tu całkiem nieźle. W Tatrach, do których ciągnęło mnie z zupełnie innych powodów chyba trudniej było odnaleźć dzikość, odosobnienie, spokój. Tutaj o tego typu stany po prostu łatwiej… Czytaj dalej leśne błądzenie po latach – jesień w Beskidzie Niskim

uparci, niebanalni, dla normalnych nienormalni – dream jumping, B.A.S.E., slackline na górze Kjerag

Być może duże zainteresowanie jakim cieszą się dzisiaj tak zwane “sporty ekstremalne”, to wynik przejściowej mody, która wkrótce nie powodując już takiego ogólnego szału zaniknie. Popularność bowiem zabawy z pod znaku adrenaliny sięga obecnie zenitu. Sprzęt i wszelkie ułatwienia są na wyciągnięcie ręki. Wielu więc próbuje. Niektórzy po krótkiej fascynacji rezygnują z łatwością przechodzą do porządku dziennego. Inni odpuszczają jeszcze łatwiej. Zaraz po pięciu ulotnych minutach “sławy” na fejsie. Lans to wcale nie tak rzadki powód, by się w to zagłębić. Czytaj dalej uparci, niebanalni, dla normalnych nienormalni – dream jumping, B.A.S.E., slackline na górze Kjerag

nie musi być przyjemnie by było przyjemnie – Mark Twight “Całuj albo zabij” – krótka recenzja

Przez ostatnie lata z racji ogólnego braku czasu w wielu kwestiach trzeba było przystopować. Do tyłu z kinem, muzyka, całym tym kulturowym zamieszaniem. Do książek też rzadko zaglądam… Jest jednak jedna.  Czasem żartuje, że jest dla mnie jak Biblia. Przyćmiła wszystko co do tej pory przeczytałem o górach. Do niektórych szczerych, momentami pełnych bólu fragmentów ciągle wracam. Nawet Greg Child, którego wcześniej uważałem za faworyta blednie. “Całuj albo zabij” to dawka emocji, buntu, parcia pod prąd.  Zero oportunizmu. Prawdziwie mocne uderzenie…

Mark Twight – “Całuj albo zabij”

P1100951

myślę, że mam to już za sobą i nagapiłem się dość – powrotny stop

i znów utkwiłem...

Czasy długich tripów to przeszłość. Dzisiaj trzeba się zadowalać tym co przejściowe. Zresztą nie ma się co oszukiwać. Na dłuższą metę tego typu wyskoki zmęczą każdego. Szybki powrót był więc całkowicie wskazany.  Aura ponownie stała się wroga i aby łatwo się z nią pogodzić znów potrzebny był mały łut szczęścia. A tego zawsze najwięcej miałem w drodze. Nie wątpiłem więc, że i tym razem przebrnę przez nadciągające śnieżyce z łatwością. Pełen luz się opłacił. Po zejściu z promu, nie zdążyłem nawet dobrze się rozejrzeć. Już bowiem zajechał przed moje oblicze eksbackpaker z Niemiec, wiozący grupkę turystów ze swojego kraju, do domu. Taki stop to ja rozumiem 🙂 Czytaj dalej myślę, że mam to już za sobą i nagapiłem się dość – powrotny stop

nowy dzień, nowa nadzieja, nowy sen – powrót do Norwegii

Wróciłem na północ…  Jak zawsze z przygodami, po drodze wymiana klocków hamulcowych, kilkakrotna walka z wycieraczkami, awaria drzwi, które w efekcie już na miejscu podczas kontroli celnej całkowicie odpadły 🙂 a sama kontrola skończyła się mandatem i skonfiskowaniem prawie całych zapasów piwa… Cóż, norweska rzeczywistość nie w każdej kwestii jest przychylna. Czytaj dalej nowy dzień, nowa nadzieja, nowy sen – powrót do Norwegii

pozjeżdżać trochę u sąsiadów – z dechą na Chopok

Z niemałym trudem dochodzący do skutku, ciężko wywalczony, a w efekcie, już na miejscu obfitujący w komplikacje… Jakaś zapomniana deska, czy czasowy poślizg na gondole, owocujący pozostaniem “nie po tej stronie góry”.

Czyli jak każdy tego typu, zawsze  trwający za krótko, wypad na słowacki Chopok.

Na zdjęciach ułamek, taka mała cząstka tych naszych snowboardowych szaleństw i poszukiwań wymarzonego puchu. Czytaj dalej pozjeżdżać trochę u sąsiadów – z dechą na Chopok

on the road again ale jakoś tak inaczej – na hiszpańskiej drodze

Poruszanie kwestii kasy działa na mnie drażniąco. Z reguły unikam gadania na ten temat, a jak ktoś pyta ile zarabiam, to od razu mam przed oczami naszego barda gdy śpiewa w każdym jednym towarzystwie tylko mowa o pieniądzach… I tak to w rzeczywistości wygląda. Dziś flota rządzi światem…

No ale przechodząc do sedna. Trochę wbrew sobie, czas jednak poruszyć kwestie forsy, a raczej wydawania jej więcej niż by się chciało. Jesteśmy w Hiszpanii, a właściwie w Katalonii. Spodziewając się zastać kryzys, który tu podobno w rozkwicie wyobraziliśmy sobie przy okazji cenowy raj. Zaślepieni nadzieją, że będzie tanio nie fatygowaliśmy się bynajmniej, by jeszcze przed przylotem skonfrontować to z realem. A real nas bardzo niemiło zaskoczył. Sam nie wiem skąd moja wyobraźnia wytrzasnęła noclegi po 10 euro na głowę. Takich tu niestety nie ma. Będąc wierny idei budżetowego poznawania świata pojawił się więc mały problem. Mając pod skrzydłami dwuletnie maleństwo ciężko jest położyć się pod płotem na kawałku trawy. Pozostają komfortowe zacisza hoteli, które pomimo, iż o tej porze roku świecą pustkami na upusty cenowe raczej nie ma co w nich liczyć. Czytaj dalej on the road again ale jakoś tak inaczej – na hiszpańskiej drodze