Archiwa tagu: autostop

a droga długa jest – początki autostopu na daleką północ

Cztery dni bez większych chmur. Tego się raczej na starcie nie spodziewałem. Powiało więc nieskrępowanym optymizmem. A pomysł jaki miałem w głowie współbrat ze słońcem mógł nabrać jeszcze bardziej realnych kształtów. Cóż z tego, jeśli to pogodowe okno musiałem poświęcić głównie na nie cierpiące zwłoki sprawy urzędowe. A gdy się wreszcie mogłem ruszyć, to jakby na przekór, świat wokół zawirował. Dosłownie. Początek stopowania w kierunku północy obfitował bowiem w pełną białych płatków niezbyt przejrzystą poświatę  Zrobiła się “alaska”. Nie zniechęcony zbytnio korzystając z podwózki jadących do pracy chłopaków stawiłem się na wylotówce w stronę Bergen. I w ten sposób moje postanowienie jeszcze z czasów wędrówki po Patagonii, że czas przystopować ze stopowaniem przestaje istnieć. Pocieszam się, iż było tam też założenie, że odpuszczam tylko na jakiś czas. Czytaj dalej a droga długa jest – początki autostopu na daleką północ

on the road again ale jakoś tak inaczej – na hiszpańskiej drodze

Poruszanie kwestii kasy działa na mnie drażniąco. Z reguły unikam gadania na ten temat, a jak ktoś pyta ile zarabiam, to od razu mam przed oczami naszego barda gdy śpiewa w każdym jednym towarzystwie tylko mowa o pieniądzach… I tak to w rzeczywistości wygląda. Dziś flota rządzi światem…

No ale przechodząc do sedna. Trochę wbrew sobie, czas jednak poruszyć kwestie forsy, a raczej wydawania jej więcej niż by się chciało. Jesteśmy w Hiszpanii, a właściwie w Katalonii. Spodziewając się zastać kryzys, który tu podobno w rozkwicie wyobraziliśmy sobie przy okazji cenowy raj. Zaślepieni nadzieją, że będzie tanio nie fatygowaliśmy się bynajmniej, by jeszcze przed przylotem skonfrontować to z realem. A real nas bardzo niemiło zaskoczył. Sam nie wiem skąd moja wyobraźnia wytrzasnęła noclegi po 10 euro na głowę. Takich tu niestety nie ma. Będąc wierny idei budżetowego poznawania świata pojawił się więc mały problem. Mając pod skrzydłami dwuletnie maleństwo ciężko jest położyć się pod płotem na kawałku trawy. Pozostają komfortowe zacisza hoteli, które pomimo, iż o tej porze roku świecą pustkami na upusty cenowe raczej nie ma co w nich liczyć. Czytaj dalej on the road again ale jakoś tak inaczej – na hiszpańskiej drodze

a więc powrót do przeszłości, chwytać to co już uciekło – i znów Norwegia

Norwegia to jeden z tych krajów które od zawsze przyciągały mnie niczym magnes. W efekcie nigdzie w europie, poza oczywiście Polską, nie spędziłem tak dużo czasu. Dzika , bajeczna natura, zapewniająca nieograniczony dostęp do wszelkich form przygody, plus możliwość łatwego zarabiania kasy, bo przecież nigdy nie lubiłem zbyt dużo pracować i dorabiać się za wszelką cenę, to chyba dwa główne powody dla których wybrałem tę właśnie kraine.. I po kilku latach znów do niej wracam. Z powodu rożnych dziwnych zawirowań wyjazd się odwlekal. Większość sytuacji nie szła po mojej myśli. Sporo pecha, niepowodzeń i nie do końca trafionych decyzji przeplatalo sie z dosyć niewielką dawką pozytywów, wśród których jeden przyćmił wszystkie. Narodziny Lilki… Ta niebanalna chwila poprzedzona była jednak groźnym samochodowym dzwonem, o którym przez pierwszy tydzień przypominało mi centymetrowe zadrapanie na czole i uczucie, że znów narodziłem sie na nowo. Kupa szczęścia, przeznaczenie, karma… Powinno mnie to czegoś nauczyć. I chyba rzeczywiście trochę przystopowałem.. Przynajmniej w kwestiach brawury i nieodpowiedzialności. A może to tylko zasługa tego małego urwisa, który daje tak dużo radości? Od kiedy zamieszał w mojej, tak z trudem zdobytej harmonii stałem się jednak rozpołowiony. Nic już nie bylo tak oczywiste. Zacząłem więc tkwic w labiryncie zwątpienia, miłości, pretensji, a w konsekwencji kłamstw. Pomimo wielu mocnych akcji w pracy także coraz częściej chciałoby się powiedzieć widzisz jak nam spierdala szczęście. Antidotum i lekarstwem na taki stan rzeczy ma być Skandynawia.

Czytaj dalej a więc powrót do przeszłości, chwytać to co już uciekło – i znów Norwegia

gdzieś na szczycie góry – biwak na górze kościuszki

Ten dzień zaczął się ot tak, zwyczajnie, . Dwóch upalonych skejtów i ich wyjątkowy wehikuł. Pod górę z trudem osiagał zawrotną predkość  30, by po chwili przerażonym oczom ukazywał się zamknięty licznik i nawet najostrzejszy zakręt nie wymuszał na prowadzącym zdejmowania nogi z gazu. Przecież nie można wytrącać prędkości, która z takim trudem została osiągnięta. Takie Las Vegas Parano w wersji australijskiej. Po kilkudziesieciokilometrowej, pelnej czasem smiesznych, czasem strasznych zwrotach akcji jezdzie docieram do Thredo. Taki sobie gorski kurort, w ktorym wlasnie pelna para ruszyla robota. Sezon narciarski tuz, tuz.

Czytaj dalej gdzieś na szczycie góry – biwak na górze kościuszki

rozterki autostopowicza – autostop w australii

Dluzej tego nie zniose. Zabawa w australijski autostop stala sie nagle jedna z najbardziej nieprzyjemnych chwil mojego zycia. Do tej pory wszystko ukladalo sie jak nalezy, a teraz nie wiem jak wybrnac z sytuacji. Wokol pustynia i zadnego cienia. Temperatura na tyle wysoka, iz zwyczajne dotkniecie dlonia afaltu staje sie nie lada wyzwaniem…

Czytaj dalej rozterki autostopowicza – autostop w australii

troche nie bardzo da sie to przewinąć trzeba do innego portu zawinąć

Wymarzyła mi sie kiedys wielka, calkowicie spontaniczna wedrowka. Bez pospiechu, sztywnych dat, planow, poukladanego harmonogramu. Takie bardzo wolnosciowe, hedonistyczne czerpanie z zycia jak najwiecej i branie tego co najlepsze. Jazda pelna geba… Okreslilem to nawet dosyc gornolotnie jako Podroz Zycia. Nastepnie powstal delikatny zarys. Poczatek mial byc gdzies w Azji. Potem do przodu, zdecydowanie niskobudzetowo, z dala od lotnisk i utartych szlakow, stopem… Pomimo iz mialem juz na koncie kilka blizszych lub dalszych solowek i nauczylem sie czuc dobrze sam ze soba, to jednak w glowie narodzil sie taki troche socjologiczny projekt. Postanowilem odnalesc i zgarnac ekipe gdzies ze swiata internetu. W tym celu na obrosnietym juz niejako kultem travelbicie zarzucilem taki oto post:

Witam 
Jesli masz ochote poznac troche świata i dysponujesz jednoczesnie sporą iloscią wolnego czasu, to ta propozycja jest własnie dla Ciebie. Przełom wrzesnia i pazdziernika bedzie dla mnie poczatkiem podrozy. Mysle, ze spokojnie moge ją nazwac “podróżą życia”, chociaż dokąd dokładnie dotrę tego jeszcze nie wiem :) Oczywiście wstępny kierunek znam. Tak więc, na początek pociąg na wschód, a potem przez Indochiny, Sumatre w strone Australii. Raczej bez korzystania z samolotu. Chociaż są miejsca, które chciałbym zobaczyć bardziej, a inne mniej, to jednak sztywnego planu nie mam.  Aktywnie, ale bez pospiechu i konkretnej daty powrotu. Takie megaspontaniczne szukanie przygód. Całość oczywiście niskobudżetowa.  I tak właśnie sobie myślę, ze zapewne jest ktoś, kto ma podobne plany… Szczerze, to chciałbym, aby uzbierała się dość spora grupka, która w każdej chwili, może na dłuższą, bądż krótszą chwile się rozdzielić, by podczas kolejnego spotkania, gdzies po drodze, wymieniać doświadczenia. Nie koniecznie musi to być wędrówka dookoła całego globu, chociaż bez wątpienia byłoby miło… Tak więc jestem otwarty na propozycje i czekam na odzew…
 
 
Odzew byl spory bo przeciez akcja tez nie byle jaka. Niektorym nie zgral kierunek, innym termin. Jeszcze inni nakrecali sie, po czym milczeli… Ostatecznie chociaz zupelnie nie po mojej mysli, no ale z pelna akceptacja, bo przeciez mial byc spontan, poczatkiem grudnia wystartowalismy. Na Okeciu oprocz mnie zjawily sie dwie, znaczaco rozniace sie od siebie dziewczyny, Anka i Pogo oraz calkiem pozytywny zawodnik Ollo… Pierwszym krajem na tej zupelnie niezaplanowanej drodze stala sie wiec ogarnieta wtedy buntem i zamieszkami Tajlandia, do ktorej notabene przylot w owym czasie byl nie lada wyzwaniem, gdyz wiekszosc polaczen z Europa bylo zawieszonych… Tak wiec wprost z przypruszonej juz sniegiem Polski przenioslem sie w swiat egzotyki, dzikich plaz, zajebistego jedzenia, a z drugiej strony dziwek, opium, dobrze zakamuflowanych transwestytow…

Czytaj dalej troche nie bardzo da sie to przewinąć trzeba do innego portu zawinąć