Archiwum kategorii: norwegia

konsumuj mniej bramy raju są wąskie – freeganizm w Norwegii

Ostatnio czuć wokół kolejna “mode”. Niosącą ze sobą nie mało kontrowersji i oburzenia. Na polskim forum dotyczącym Norwegii, aż zawrzało. Daleko mi do bycia fanem takich stron, gdzie hejterzy obrzucają się wyzwiskami, powodując w ten sposób wątpliwą wartość użytkowa tego typu websajdow. Jednak wobec tonu jakim zdecydowana większość forumowiczów potraktowała miłośników freeganizmu ciężko jest być obojętnym. Przecież tak naprawdę nikomu nie szkodzą. Co najwyżej sobie… Pojawiły się niestety takie określenia jak śmieciołazy, szczury, żebraki…  Tak sceptycy, by nie powiedzieć wrogowie określają freegan. A kim są naprawdę? Jak wygląda ten społecznościowy ruch od środka, tu w Norwegii.

Czytaj dalej konsumuj mniej bramy raju są wąskie – freeganizm w Norwegii

za oknem zimowo zaczyna się dzień zaczyna kolejny dzień życia

Pomimo zimy Stavanger pod śniegiem to niezbyt częsty widok. Morze które otacza miasto skutecznie ociepla tutejszy klimat. By do woli cieszyć się puchem trzeba więc pofatygować się kawałek w głąb interioru. Tym razem jednak nie jest to konieczne. Nagle bowiem pojawiło się kilkanaście centymetrów świeżości. Taki oddech od deszczu… Od kiedy pamiętam początek zimowego sezonu i widok bieli za oknem działał na mnie mobilizująco. Nie było opcji, aby spędzać ten czas w domowym zaciszu. I tym razem chociaż okoliczności zachęcały raczej do ciepłego łóżka, bo kac po firmowej imprezie nie był bynajmniej przyjemny, to jednak nie byłbym sobą. W ten sposób łatwiej zrzucić maskę w którą ubrałem się zeszłej nocy, bo wypadało przecież trochę popozować. Ostatnio wyjątkowo mam dosyć “całowania na dzień dobry” i bycia miłym dla wszystkich. Tym bardziej, iż niektórzy jakoś specjalnie na to nie zasługują… Wskoczyłem więc na rower. Jeszcze przecież nie zgnuśniałem. A poza tym fajnie czasem przypomnieć sobie jak to kiedyś bez względu na aurę, czy porę dnia własnie w taki sposób wstrzykiwałem sobie dawkę stuprocentowo naturalnych endorfin. Minęło sporo czasu. Mimo sprzeciwu rozsądku, nadal nie myślę odpuścić. Tutaj przynajmniej mój widok, gdy pędzę z góry na złamanie karku nie wymaga tłumaczenia z pobudek dla których to robię.

IMG_4107

jak oszołomiony wicher omijam oka twojej sieci, wieje tylko tam gdzie mam ochote, wieje tylko tam gdzie mam ochote, sama dobrze wiesz gdzie – biwak na Trolltundze

Oczekiwanie na pogodny weekend może tu trwać w nieskończoność. Jesień ma to do siebie, że wraz z jej nadejściem deszcz zdaje się padać codziennie. Na szczęście nie jest to szara ulewna ściana. Na przekór opinii, jako kraju zimnego często pojawiają się przebłyski słońca. Najczęściej są one jednak dynamiczne, chwilowe. Niosą ze sobą tęcze i spektakle pogodowe, które ubarwiają pobyt. Mniej fajnie zaczyna być, gdy chce się zaplanować jakiś dłuższy niż kilkugodzinny wypad. By wyrwać się poza cztery ściany lub co gorsze, centrum handlowe…

Kilka sobotnich dni spędzonych w takim miejscu spowodowało, że zaczynam tym rzygać. Dusiłem się patrząc na rodziny w zakupowym amoku.  Wokół rój w większości nieświadomych konsumentów. Zmęczone twarze pożądające plastikowych gadżetów, butów, ajpodów… Z drugiej strony ostatnio w moim otoczeniu pojawia się zbyt wielu niewolników oszczędzania. Kierowani złudna nadzieją, że będą szczęśliwi, gdy zarobią tą wymarzoną sumę, najlepiej z jak największą ilością zer. Dla których wolny dzień, sobota lub popołudnie bez fuchy to jak stracony czas. Brnący przez życie bez pasji, z ambicja skierowaną ku najważniejszej wartości – pieniądzom. Pieniądzom, które momentami same w sobie są celem, a nie środkiem. Czytaj dalej jak oszołomiony wicher omijam oka twojej sieci, wieje tylko tam gdzie mam ochote, wieje tylko tam gdzie mam ochote, sama dobrze wiesz gdzie – biwak na Trolltundze

ucieczki w deszczu przez ciemny park

Życie ostatnio nabrało takiego zwyczajnego, dosyć spokojnego, zdawałoby się leniwego wymiaru. Dni stają się do siebie takie podobne. Paradoksalnie mimo iż wygląda to jak rest, to jednak energii ubywa. Pomimo tego cały czas rodzą się pomysły, większość jednak na potem… Chociaż w głowie bardzo optymistycznie, ma się wrażenie jakby umykało gdzieś teraz… Znów gdzieś mnie nosi. Trochę to dziwne, bo praca przynosi więcej satysfakcji i czekające w domu dziewczyny też nie dają szansy się nudzić. A w między czasie, pośród tych niewielu wolnych chwil wyglądamy kawałek dalej niż za okno. Czytaj dalej ucieczki w deszczu przez ciemny park

kiedy miastem rządzi ciemność

Już nie dla nas życie nocne w Norwegii. Strata niewielka, bo i tak zbytnio nie porywa. To nie Bangkok, czy Amsterdam… Zalapalismy sie jednak na kilka chwil. Spacer z wozkiem glownym portowym deptakiem w Stavanger szybko przykuwa uwage “zatroskanych” obywateli. Dopiero 22, czyli pora wcale nie tak pozna, a dziwne spojrzenia, czy delikatne aluzje, ze czas do łózka potwierdzają, że tutaj rodzic zmienia status na opiekuna i trzeba się dostosować. Bardziej liberalne podejście do tematu nie jest w tym kraju mile widziane. Łatwo można się narazić, a wtedy system szybko znajdzie zastępstwo. W norweskiej rzeczywistosci zaistnial szereg takich historii. Każdy przypadek to inny powód. Niekiedy podobno błachy. Jak chociażby przesadne okazywanie czułości. To tak jakby było się już pedofilem. Agresywne akcje, co akurat łatwiej zrozumieć, to także szybka droga ku stracie dziecka. A sąsiad, tak z poczucia obowiązku tylko czeka… W Polsce donosiciel,  konfident nasuwa bardzo negatywne konotacje. Tutaj to jest norma i nie ma co liczyc na milczenie ogolu… Gorzej jeśli będziemy mieli do czynienia z pomówieniem, bo akurat ten sam sąsiad wyjątkowo nas nie lubi i na dodatek ma skłonności do przesady. Obcokrajowiec w konfrontacji z autochtonem jest tak jakby na przegranej pozycji. Niektórzy nadwrażliwi rodzice, po poznaniu kilku tego typu faktow obawiaja sie wiec poslac pocieche do przedszkola. Ze strachu, ze przepytanka dzieciaka moze sie skonczyc naglym wtargnieciem przedstawicieli norweskiej oswiaty. Gdy juz dochodzi do tego typu sytuacji raczej ciezko jest sie wybronic. A wtedy, tak modna dzisiaj depresja, murowana. Ewentualnie wzięcie spraw w swoje ręce. Historie zuchwałej partyzantki grupy Rutkowskiego usłyszała cala Polska. Porwanie wlasnej corki z rodziny zastepczej to byl podobno jedyny sposob. Mozna i tak… Proby z Trybunalem Sprawiedliwosci takze sie zdarzaly. Z dużo gorszym efektem. Jak widać cena za “lepsze” życie bywa czasem zbyt wysoka. Nie nalezy sie wiec wyrywac. Egzystencja ma być poukładana…

a co to k…. powiedział ktoś z tłumu czy ty przypadkiem nie zgubiłeś rozumu – biwaki z półtorarocznym malcem na Preikestolen i Kjerag

Pierwsze dni po powrocie z urlopu. W pracy powalająca ilość ciągnących się wyjątkowo powoli nadgodzin. Wychodziłem z chaty Lili spala, gdy wracałem także była gdzieś daleko. Szansą na wspólne spędzenie czasu miał być weekend, który zapowiadał się wyjątkowo pogodnie. W piątek sięgające zenitu zmęczenie powodowało, że potykałem się o własne nogi. Byłem więc coraz bliższy zaniechania wcześniejszych planów. Zdecydowanie potrzebowałem restu. Justyna także nie przejawiała zbyt pokaźnych chęci, chcąc spędzić ten czas bez szaleństw i w spokoju. W tym tygodniu przebywali u nas jednak tabasko wraz z wilkiem, którzy z kolei mieli nieukrywaną ochotę zobaczyć trochę tego górzystego kraju. Umawialiśmy się już wcześniej, że przekimamy na słynnym Preikestolen, by następnego dnia przeskoczyć do mekki basejumperów – na Kjerag. Nie pozostawało więc nic innego jak zacisnąć zęby, pobudzając się jednocześnie spora dawka bipałerow z biedronki. Takim sposobem nowy etap w życiu już na starcie przyniósł zakręcony i z kilkoma nieprzewidywalnymi zwrotami akcji weekend. Znów utwierdziłem się w przekonaniu, iż dobrze byłoby robić to częściej. A Lilka swoim zachowaniem udowadniała, że bycie out jak dla niej jest w dobrym tonie i momentami nieujarzmiony śmiech zdawał się mówić chce więcej… Czytaj dalej a co to k…. powiedział ktoś z tłumu czy ty przypadkiem nie zgubiłeś rozumu – biwaki z półtorarocznym malcem na Preikestolen i Kjerag

nie ma o czym pisac, nie ma o czym spiewac

Dzieje sie. Sporo sie dzieje. Mniej niz bym chcial, ale jednak. Do przodu. Czas plynie szybko i ledwo sie obejrzalem, a juz minely dwa miesiace. Za moment czekaja mnie krotkie, wyczekiwane od dluzszego czasu wakacje.

A tymczasem duzo pracuje oddalajac sie tym samym od finansowego bagna. Moj pojazd, pomimo powaznych przejsc i trwajacych poltora roku naprawach jak narazie smiga bez zarzutow. Poza tym szukanie mieszkania okazalo sie byc trudniejsze, niz znalezienie pracy. Wplywa to wiec destrukcyjnie na energie. Jeszcze sie jednak nie poddaje. Wokol sami sceptycy, bo masa studentow tez chce sie gdzies zakotwiczyc. Na kazde miejsce caly rzad konkurentow. I ceny jak z kosmosu. Za maly kwadrat, bez wypasow trzeba wybulic jakies piec tysiecy zlotych na miesiac. Plus depozyt, nie kiedy dwa razy tyle. No ale juz dawno powinienem wyleczyc sie z przeliczania i porownywania tutejszej rzeczywistosci do Polski. Przeciez zarobki tez inne. Nie jest jednak juz tak kolorowo jak kiedys. Jak by nie bylo podobno Stavanger to obecnie najdrozsze miasto w Europie… Czytaj dalej nie ma o czym pisac, nie ma o czym spiewac