Archiwum kategorii: norwegia

a parada szła przez miasto

17 maj to u norwegów Dzień Niepodległości. Tego dnia w każdym mieście, a nawet wioskach organizowane są parady upamiętniające odzyskanie przez kraj całkowitej suwerennosci… Przed południem na ulice wychodzą dzieci, potem przychodzi czas na starszych. Najwiecej uwagi podczas marszu przykuwaja RUSS którzy tego dnia kończą trzytygodniowy okres jednej, wielkiej balangi i picia. RUSS to absolwenci norweskich szkół mający ogólne przyzwolenie społeczeństwa, aby w tym czasie korzystać z życia na najwyższych obrotach. Okupują więc różnego kalibru vany, zakładają specjalne stroje, które w tym czasie nie mogą być nawet raz prane i cieszą się ogólną pobłażliwością nawet władz…

Ten rok pod wzgledem aury okazał się niezbyt łaskawy. Niektórzy twierdzą, że to najbardziej deszczowy maj w Norwegii od kiedy żyją… Nie odstraszyło to jednak zbyt wielu, by pomimo zacinającego deszczu trochę pocelebrować…

Czytaj dalej a parada szła przez miasto

a więc powrót do przeszłości, chwytać to co już uciekło – i znów Norwegia

Norwegia to jeden z tych krajów które od zawsze przyciągały mnie niczym magnes. W efekcie nigdzie w europie, poza oczywiście Polską, nie spędziłem tak dużo czasu. Dzika , bajeczna natura, zapewniająca nieograniczony dostęp do wszelkich form przygody, plus możliwość łatwego zarabiania kasy, bo przecież nigdy nie lubiłem zbyt dużo pracować i dorabiać się za wszelką cenę, to chyba dwa główne powody dla których wybrałem tę właśnie kraine.. I po kilku latach znów do niej wracam. Z powodu rożnych dziwnych zawirowań wyjazd się odwlekal. Większość sytuacji nie szła po mojej myśli. Sporo pecha, niepowodzeń i nie do końca trafionych decyzji przeplatalo sie z dosyć niewielką dawką pozytywów, wśród których jeden przyćmił wszystkie. Narodziny Lilki… Ta niebanalna chwila poprzedzona była jednak groźnym samochodowym dzwonem, o którym przez pierwszy tydzień przypominało mi centymetrowe zadrapanie na czole i uczucie, że znów narodziłem sie na nowo. Kupa szczęścia, przeznaczenie, karma… Powinno mnie to czegoś nauczyć. I chyba rzeczywiście trochę przystopowałem.. Przynajmniej w kwestiach brawury i nieodpowiedzialności. A może to tylko zasługa tego małego urwisa, który daje tak dużo radości? Od kiedy zamieszał w mojej, tak z trudem zdobytej harmonii stałem się jednak rozpołowiony. Nic już nie bylo tak oczywiste. Zacząłem więc tkwic w labiryncie zwątpienia, miłości, pretensji, a w konsekwencji kłamstw. Pomimo wielu mocnych akcji w pracy także coraz częściej chciałoby się powiedzieć widzisz jak nam spierdala szczęście. Antidotum i lekarstwem na taki stan rzeczy ma być Skandynawia.

Czytaj dalej a więc powrót do przeszłości, chwytać to co już uciekło – i znów Norwegia