Wszystkie wpisy, których autorem jest jazdakuwolnosci

każdy ma własną górę i własne zwycięstwo

Dawno temu, jeszcze zanim zacząłem szlajać się trochę dalej i zanim bycie w drodze wyznaczało moje dni, to góry i ludzie, których tam poznawałem przywołują momenty, które chce się pamiętać najbardziej. Mam na myśli góry bliższe. Ogniska, gitara, namiot na dziko, schroniskowe życie, muzyka… Hajsu tyle co zero. To jednak czasy, których nie zamienił bym za nic. A tam historie, które nawet gdybym próbował opowiedzieć, to i tak pewnie niewielu zrozumie. Tam też spotkałem osoby, które zainspirowały do tego, by urosły skrzydła i dalszy świat stanął otworem. Czytaj dalej każdy ma własną górę i własne zwycięstwo

Londyn miesiąc w przód – krótka wizyta w brytyjskiej stolicy

Przesadnie rozwiniętych tekstów i tak nikt nie czyta, więc po raz kolejny jadę dosyć krótko. Jak zresztą cały wyjazd. Standardowo by go opisać musiał powstać lekki poślizg. Byliśmy tam już przecież ponad miesiąc temu.

W jednym z poprzednich tekstów wspominałem, że jakoś od stycznia planowaliśmy trip po Japonii. Tym razem jednakże nie wypaliło. Bilety były i teoretycznie wszystko było, ale nie teraz. No cóż – życie. Czytaj dalej Londyn miesiąc w przód – krótka wizyta w brytyjskiej stolicy

a mnie nie chce się iść do domu a mnie nie chce się wcześnie spać – koncert Lady Pank w Stavanger

 Ostatnio słuchanie jakiegokolwiek grania na żywo to niestety rzadkość. Tym chętniej, gdy tylko usłyszałem, że w okolicach zagra Lady Pank, czyli kapela której się już raczej nie słucha, ale jakby nie było utwory zna chyba każdy, to wiedziałem że tam po prostu będę. Chociaż zespół ma więcej lat niż ja, to jednak serwuje dźwięki które dawno temu, a nawet pomimo 35 lat na scenie nadal wpadają w ucho. Czytaj dalej a mnie nie chce się iść do domu a mnie nie chce się wcześnie spać – koncert Lady Pank w Stavanger

jeśli wypłynę to nie na tanim hałasie, jedynie na pontonie lub na dobrym basie – pontonowy geocaching

Poprzedni wpis to zaglądanie w przeszłość. Niezbyt odległą. Wybrałem kilka ujęć, momentów, twarzy z minionych miesięcy i wrzuciłem tutaj. Wiele pominąłem. Cały czas bowiem dużo się działo. Przez pewien czas byłem również w Polsce. Z reguły każdy taki pobyt jest intensywny. Dużo spotkań i spraw do załatwienia. Tym razem koncentrowałem się jednak by dominował relaks. Tym bardziej, iż byłem sam z córką, a jej dobre samopoczucie jest obecnie dla mnie priorytetem. Wszelkie ambicje budujące moje ego zeszły na drugi plan. Czytaj dalej jeśli wypłynę to nie na tanim hałasie, jedynie na pontonie lub na dobrym basie – pontonowy geocaching

jest jednak coś co mnie trzyma tu tym bardziej

Wielu się wydaje, że jestem tu, czyli w Norwegii tylko dla pieniędzy i inne powody po prostu nie istnieją. Na pewno mając rodzinę tzn. będącego pod naszymi skrzydłami potomka temat floty nabiera trochę innego znaczenia. Kiedyś zdecydowanie nie przywiązywałem się do rzeczy i większość hajsu wydawałem na podróż, przygodę, rozwój… A ewentualny zakup gadżetów nie był podyktowany samą potrzebą posiadania lub co gorsze, dla szpanu , bo przecież szczena sąsiadom opadnie… Czytaj dalej jest jednak coś co mnie trzyma tu tym bardziej

szczęście polega na tym by z prostych rzeczy nie tworzyć intelektualnych labiryntów – taki tam tydzień z życia

Pogoda w tym kraju jest czymś na co przyjezdni najczęściej narzekają. No chyba, że wpada się tylko na chwilę i aura akurat dopisze. A tak ogólnie to przyznaję, że bywa ona jednak kapryśna i zdarza się czasem dłuższy okres, kiedy działa na niejedną psyche raczej destrukcyjnie. Niekiedy jest jednak odwrotnie, a wtedy zastanawia się człowiek, czy to na pewno Norwegia. I taką właśnie mamy jesień. Zresztą rok temu było całkiem podobnie… Czytaj dalej szczęście polega na tym by z prostych rzeczy nie tworzyć intelektualnych labiryntów – taki tam tydzień z życia

lecz we mnie zostało coś z tamtych lat – urodziny na plaży

Raczej wielkim zwolennikiem urodzinowych celebracji to chyba nie jestem. Po osiemnastce, którą jak wiadomo trzeba jakoś uczcić, to trafiały się tylko ewentualnie jakieś spontaniczne, nieplanowane balangi. I tyle. Wielkich imprez nie było. A nawet jeśli coś tam, ot tak wypadło, to było pewnie na tyle dobrze, że niewiele się pamięta. Czytaj dalej lecz we mnie zostało coś z tamtych lat – urodziny na plaży

dziś powietrze pachnie jak ostatnie dni wakacji – biwak na wyspie Mosterøy

No cóż, kolejne lato dobiega końca….

Materiału zdjęciowego zalega trochę na dysku, ale na początek wrzucam kilka ujęć opisujących nasz miniony weekend.
Tym razem nie ruszyliśmy zbyt daleko. Mosterøy jest to bowiem wyspa na którą dociera się po krótkiej jeździe samochodem. Pomimo iż w całości otoczona jest morzem dotarcie tam jest możliwe bez jakichkolwiek promów. Wystarczy przejechać podmorskie tunele i jesteśmy na miejscu. Czytaj dalej dziś powietrze pachnie jak ostatnie dni wakacji – biwak na wyspie Mosterøy

ten pierwszy raz, mocny bas, szybki pląs – Opener Festiwal

By zajrzeć na Opener Festiwal zawsze było jakoś nie po drodze. Po pierwsze jestem z południa, a więc przez całą Polskę trzeba byłoby śmigać. Chociaż bliższe prawdy będzie zapewne stwierdzenie, że cenowo impreza ta z reguły działała odpychająco. Wolałem więc pojechać posłuchać bardziej budżetowego grania. Impreza nie jest tania jeśli weźmiemy pod uwagę nasz kraj, ale gdy przyjrzymy się Europie, to koszty zobaczenia na żywo tyłu grup z najwyższej światowej półki, są już bardzo niskie. Tylko w tym roku wystąpili m.in. Red Hot Chilli Peppers, Sigur Ros, Florence&The Machine, At The Drive In, LCD Soundsystem, Grimes, Bastille, PJ Harvey… Czytaj dalej ten pierwszy raz, mocny bas, szybki pląs – Opener Festiwal

sometimes you win sometimes you learn – lodowiec Folgefonna i Trolltunga via ferratą

Tytuły wpisów najczęściej zapożyczam z muzycznych tekstów, jednakże tym razem robię wyjątek. Dodatkowo po angielsku, ale staje się on językiem świata i myślę że jeszcze trochę a będą znali wszyscy… Tak więc czasem wygrywasz, czasem się uczysz… Ukryty w głębi tych słów sens da się odnaleźć w wielu życiowych zakrętach. Jednak tym razem pasuje bardziej niż zwykłe, a do ich użycia zmotywował mnie Łukasz który tej pamiętnej niedzieli pokazał mi te słowa w swoim telefonie. Bez zbędnych słów, tylko uśmiech podpowiadający by się za dużo nie przejmować… Zresztą dotrzemy do końca tekstu, a wtedy da się bardziej zrozumieć o co chodzi. Czytaj dalej sometimes you win sometimes you learn – lodowiec Folgefonna i Trolltunga via ferratą