na paryskim bruku zostawia swe ślady – weekend w Paryżu

pod wieżą

Wydawało mi się kiedyś, że nic nie będzie w stanie mnie zatrzymać. W głowie tkwiło mnóstwo pomysłów. Głownie miały to być mocne przygody, a miejsc do których chciałem zajrzeć także nie dało by się sensownie wyliczyć. Po założeniu nowej rodziny co nieco się pozmieniało, ale chęć do realizacji wcale nie zmalała. Aż nagle lekki zong… I nadal do konca nie jestem sobą. Może tym razem pominę szczegóły, ale było grubo. A z tego powodu tak jakby się zasiedziałem.

Uznałem więc, że nadszedł czas by gdzieś ruszyć. Pomimo, iż miejsce które wybraliśmy, jak również czas tam spędzony szału nie robią, to musiała minąć chwila by początkowy kompromis na który poszedłem powoli zamienił się w ekscytacje. I z całkiem pozytywnym nastawieniem czekałem na dzień wylotu.

IMG_2148

Padło na Paryż, do którego zawsze było nie po drodze. W dawnych czasach “zaliczyłem” już tak jakby obwodnice tego miasta, ale perspektywa długiego stopu działała wypraszająco i nie skusiłem się nawet na krótki spacer po tymże mieście. Wtedy widok słynnej wieży z powodu gęstej mgły także mnie ominął. Ale może i dobrze, bo motywacja do powrotu tym większa. Bynajmniej to nie główny powód, gdyż lans na fotkę z Eifflą w tle jakoś do mnie nie przemawia. A zresztą supertania oferta przelotu zachęciła jeszcze bardziej.

widok na miasto tuż przed zachodem słońca

Chociaż nie ma się co oszukiwać, są w tym kraju miejscówki, które wybrałbym dużo chętniej. zdecydowanie wolę szlajać się bliżej gór, muzea zostawiając na późniejsze czasy. Jednakże jak wiadomo francuska stolica, to nie tylko wieża Eiflla i owe muzea. Pewien drobiazg wyostrzył nawet apetyt na to miasto i jeszcze przed wyjazdem zachęcał do rychłego powrotu. Spacer po paryskich katakumbach to taki obowiązkowy punkt programu podczas następnego razu. Ale że “kierownikiem” na tym wyjeździe była moja ładniejsze połowa, o osobistych zapędach nie próbowałem nawet wspominać.

Tym razem wystarczyły jednak w zupełności spokojne przechadzki brzegiem Sekwany.

nad Sekwaną

nad Sekwaną

Chociaż mając do dyspozycji tak małą ilość dni zbyt spokojnie być nie mogło. Pierwszego dnia wypędzeni z ulic przez średnio sprzyjającą aure dałem się przekonać i zawitaliśmy do muzeum z samej czołówki świata. A zresztą być w tym mieście i nie zajrzeć do Luwru, to jakby grzech. Moje początkowe nastawienie z dominującym brakiem zainteresowania szybko się jednak pozmieniało. Do tego stopnia, że chyba zacznę częściej wpadać do tego typu miejsc. I nawet wszędobylskie tłumy z wystawionymi w góre smartfonami stały się bardziej akceptowalne.

Mona Lisa widziana przez smartfony

Na szczęście wystarczyło oddalić się od dzieł w stylu Mona Lisa, czy Wenus z Milo, a od razu robiło się jakby przejrzyściej. Mnie zaintrygował chyba najbardziej poza europejski dział. Dużym plusem było także oddalenie od setki smartfonów.

posąg z Wyspy Wiekanocnej

pamiątka z czarnego lądu

Ale zdarzało się także odnaleźć pośród mniej egzotycznych eksponatów gdzie bywało mniej tłoczno.

IMG_1950

No ale nie samym Luwrem człowiek żyje. Więc padło również miedzy innymi na kolejne “must see” tego miasta czyli najczęściej odwiedzana na świecie wieże.

a tej wieży to nie trzeba przedstawiać

Pomimo iż średnio gustuje w miejscówkach gdzie jadą wszyscy, to dałem się skusić. W kolejce swoje trzeba było jednak odstać… I podobno tego dnia była wyjątkowo krótka. A zresztą nasz mniejszy kompan nie pozwala nawet na chwile popaść w nude.

w kolejce na wieże

IMG_2234

A później, pomimo niefajnej aury można było pooglądać miasto z samej góry.

widok z wieży

widok z wieży

widok z wieży

widok z wieży

Po zejściu Lilka nadal przejawiała nieposkromione ilości energii, wpadając na coraz to nowe pomysły jak na przykład wąchanie paryskich kwiatków.

IMG_2301

Jeśli chodzi o ludzi już wcześniej miałem okazje kilku Francuzów i moje doświadczenia związane z nimi są tak jakby nieprzeciętne. Albo ktoś dał sie bardzo polubić, albo wręcz przeciwnie. Ulokować kogoś pośrodku, w szeregu zwyczajnych nie było zbyt łatwo. Chyba że po znajomości trwającej 5 minut. W czasach gdy włóczęga przez świat była priorytetem tak się jakoś poskładało, że jedne z najciekawszych doświadczeń związane często były własnie z kimś z nad Loary. Byłem ciekaw jak będzie tym razem…

Z racji wyjazdu czysto rodzinnego musiałem unikać zawodników z łobuzerką w oczach, więc odkurzając swój profil na couchsurfingu jeszcze przed wyjazdem znalazłem kogoś odpowiedniego dla naszej trójki. Czyli nocleg miał byc pod dachem u podobnej do naszej trzyosobowej rodziny. Dodatkowo najmłodsza jej cześć, czyli nowa koleżanka Lili okazała się być w tym samym wieku. Wiec językowe różnice szybko przestały być rożnicami. I Jeśli chodzi o towarzystwo tym razem było całkiem normalnie.

uliczne jedzenie

Chociaż zachęcano nas by wędrówkę wzdłuż Sekwany zamienić na rejs po tejże rzece, tym razem zabrakło zapału i temat poszedł w odstawkę. Być może następnym razem…

nad Sekwaną

Sekwana

Oczywiście po drodze był też jeden z bardziej znanych na rzece mostów. Budzący kontrowersje i sprzeciw części społeczeństwa. Nie zniechęcający jednak zakochanych by przypieczętować związek i nawet sami chyba z cztery razy byliśmy świadkami zaręczyn…

kłódkowy most

I aby nie przeciążać jeszcze bardziej mostu dostęp do barierek ograniczają dykty. Dla chcących nie jest to jednakże zbyt wielki problem i coraz więcej kłódek przybywa wzdłuż brzegu.kłódki nad Sekwaną

Poza tym jak każdy tego typu wyjazd, ten także wydawał się za krótki. A miasto jakby nie było, jest całkiem fajne… Aż chce się poznać je lepiej.

łuk triumfalny

miasto nocą

IMG_2168

Paryż

wzgórze montmartre

Jeszcze przed wyjazdem myśleliśmy by przypomnieć sobie dosyć kultowy film Amelia, do którego obejrzenia zachęciła mnie kiedyś Justyna ( sama widziała go chyba z siedem razy 🙂 ). Specyficzny film i świetnie dobrana ścieżka dźwiękowa. Chociaż zapewne nie dla każdego odpowiednia.  

No ale nie zdążyliśmy… Na seans udało się znaleźć chwile już po powrocie. I jak się okazuje, spóźnić się w tym przypadku było naprawdę warto, gdyż mam wrażenie, że obrazy wyglądają na filmie jeszcze lepiej. Jak ta słynna karuzela na wzgórzu Montmartre.

karuzela na wzgórzu Montmartre

A Paryż chociaż w grudniu bywa jeszcze bardziej tłoczny niż zwykle, da się także pooglądać jakby w wyludnieniu.

pod wieżą

Do następnego razu. Tym razem w katakumbach…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *