jeden z pierwszych keszy

znowu biec na oślep i nawet nie waż mówić się że nie dorosłem bo ile to już wiosen tak slalomem dryfuje – pierwsze starcie z geocachingiem

Całkiem nowa zabawa mnie wciągnęła… Chociaż od zawsze wszelkie formy przygodowej aktywności budziły moje zainteresowanie, to jednak geocaching, bo właśnie ten typ rozrywki mam na myśli, jakoś nie był po drodze. Pomimo, iż bawi się w to już kilka milionów ludzi nikt z poznanych wcześniej po prostu nie wspomniał. W naszym kraju (i nie tylko) znany także jako opencaching. Obie formy różnią się niewiele, a w wolnym tłumaczeniu jest to po prostu zabawa w szukanie *skarbów* poukrywanych chyba we wszystkich zakątkach świata.

A o co tak naprawdę chodzi? Trochę wyjaśnień dla laików w temacie, jakim zapewne nadal jestem ja… Głowna idea to wzajemne ukrywanie skrzynek tzw. keszy przed innymi użytkownikami gry, głównie poprzez zostawienie namiarów geograficznych. GPS jest więc tak jakby niezbędny, chociaż dla osób nie posiadających takiego urządzenia przygotowano skrytki tzw. GPS free. Z tego co wiem zwolenników szukania bez pomocy tego gadżetu jest nawet sporo. I na własnym przykładzie mogę stwierdzić, że da się odnaleźć nawet standardową skrytkę. Trzeba tylko być zarejestrowanym w specjalnym serwisie. Posiadając konto, ma się dostęp do opisów lokalizacji. A bywają także ukryte głęboko pod ziemią, wysoko w górach, czy nawet w podmorskich głębinach… Poza tym oprócz namiarów każda skrytka na stronie internetowej posiada informacje np. o poziomie trudności, atrybutach, potrzebnych przedmiotach (np. latarce, linie itp.), gabarytach skrzynki, czy również o tym jaki jest jej rodzaj (tradycyjna, multicache, mobilna, quiz itp.). Jeśli chodzi o dodatkowe atrybuty mogą to być np. informacja o dostępności kesza przez osoby niepełnosprawne, czasowej niedostępności skrzynki, oraz między innymi, czy można w jej pobliże dotrzeć samochodem…

A co z tym całym „skarbem”? Owe określenie brzmi trochę zbyt poważnie, gdyż najczęściej chodzi po prostu o jego znalezienie. Wartość jest sprawą drugorzędną. Tak więc poza logbookiem czyli dziennikiem odwiedzin, na którym można odnotować swój udział w dotarciu do celu, w skrzyneczce mogą znajdować się jeszcze drobiazgi na wymianę. Nie ważne tak naprawdę co to jest. Istotne jest to, by fanty miały możliwie podobną wartość. Najczęściej jest to jakaś drobna rzecz, zabawka, brelok, stara moneta… Raczej nie są to produkty żywnościowe lub coś psujące się z łatwością. A takie oto w moim przypadku były początki… P1110772 P1110709 Chociaż gabarytowo skrzynki mogą być przeróżne, to zdarzają się także takie w wersji micro. Momentami trochę z trudem dostrzegalne. Szczególnie posiadacze niezbyt precyzyjnych GPS-ów mogą się trochę bardziej potrudzić. P1110767 P1110757 P1110758 A docieranie do celu bywa czasem wyjątkowo ciekawe P1110993 P1110984 I gdy już znajdzie się skarb – radość jest niemała

P1110978Polecam! Szczególnie tym którzy nie chcą zbyt szybko na poważnie dorastać… 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *