konsumuj mniej bramy raju są wąskie – freeganizm w Norwegii

Ostatnio czuć wokół kolejna “mode”. Niosącą ze sobą nie mało kontrowersji i oburzenia. Na polskim forum dotyczącym Norwegii, aż zawrzało. Daleko mi do bycia fanem takich stron, gdzie hejterzy obrzucają się wyzwiskami, powodując w ten sposób wątpliwą wartość użytkowa tego typu websajdow. Jednak wobec tonu jakim zdecydowana większość forumowiczów potraktowała miłośników freeganizmu ciężko jest być obojętnym. Przecież tak naprawdę nikomu nie szkodzą. Co najwyżej sobie… Pojawiły się niestety takie określenia jak śmieciołazy, szczury, żebraki…  Tak sceptycy, by nie powiedzieć wrogowie określają freegan. A kim są naprawdę? Jak wygląda ten społecznościowy ruch od środka, tu w Norwegii.

Pomijając względy czysto oszczędnościowe, bo takie zapewne także popychają niektórych do buszowania w śmieciach freeganie to w wolnym tłumaczeniu ludzie którzy z pobudek anty konsumpcyjnych starają się mieć znikomy udział w czerpaniu z dobrodziejstw gospodarki, a wykorzystywanie zasobów ograniczone do minimum. Poruszają się na rowerach, popierają recykling, wzajemna wymianę oraz naprawę wydawać by się mogło bezużytecznych przedmiotów. Ich ekofilozofia polega na przeciwstawianiu się nieetycznym praktykom jakimi kierują się nastawione wyłącznie na zysk ogromne koncerny i korporacje, które w niemałym stopniu są odpowiedzialne za łamanie praw człowieka, wykorzystywanie taniej siły roboczej, niszczenie lasów i całego środowiska naturalnego, czy chociażby lekceważenie zwierząt.

  Freeganie wybierają więc życie bez kupowania i choć zdobywanie towarów typu ubrania, elektronika itp. jest względnie akceptowane przez społeczeństwo, to najbardziej kontrowersyjna jest żywność, po którą sięgają do śmietników… Nie są to bynajmniej gnijące resztki pożywienia.  Większość freegan uważa, że żywiąc się w ten sposób, jada lepiej niż kiedykolwiek przedtem. Na wysypiskach bardzo często lądują bowiem prawdziwe rarytasy.  Markety i restauracje, wyrzucają ogromne ilości jedzenia już wtedy, kiedy zbliża się termin ich przydatności do spożycia. A to znaczy, że w kontenerach znajdują się tony jedzenia, które jak najbardziej nadają się do spożycia. W ten sposób chcą pokazać światu, iż problem marnotrawienia żywności jest ogromny. W krajach typu Stany, czy Holandia tego typu alternatywna strategia życia ma tak spore rzesze zwolenników, iż powstają specjalne stowarzyszenia, kluby, czy nawet mapy z zaznaczonymi najbardziej atrakcyjnymi kontenerami w mieście. Niektórzy bardziej świadomi właściciele sklepów poprzez stosowanie specjalnych środków dezynfekujących także wspomagają tę ideę…

Jeśli chodzi o rzeczywiste marnowanie dóbr jakim jest pożywienie, to problem w skali światowej jest naprawdę ogromny. Według powszechnie dostępnych informacji na ziemi każdego dnia z powodu głodu lub powikłań związanych z niedożywieniem umiera kilkanaście tysięcy dzieci. Ponad dwie trzecie ludzkości żyje w slamsach, budżet połowy mieszkańców Afryki nie przekracza dolara dziennie na osobę, a prawie 900 milionów przedstawicieli homo sapiens cierpi chroniczny głód. Z drugiej strony amerykanie wyrzucają ponad 30 % zakupionej żywności.

W Norwegii, gdzie króluje raczej przepych, aniżeli bieda wcale nie jest lepiej… Mimo, że kraj nie należy do gigantycznych i ludzi mieszka tutaj może z 5 milionów, to ODPADY SPOŻYWCZE  MOGŁYBY WYŻYWIĆ MILION OSÓB ROCZNIE. Codziennie w koszach zarówno w prywatnych domach, jak również w placówkach handlowych zalegają kilogramy całkowicie zdatnych do spożycia produktów za tysiące norweskich koron. Większość w zupełnie nietkniętych i oryginalnych opakowaniach. Zupełnie jak ze sklepowej półki…

Przeciętne gospodarstwo domowe w Norwegii zaopatruje się w ponad 950 kilogramów żywności rocznie, z czego 200 zostaje wyrzuconych. Mając nieco ponad 2 mln gospodarstw domowych daje to aż ponad 400,000 ton żywności zmarnowanej… Dodatkowo sklepy pozbywają się około 50,000 ton jedzenia, któremu w większości przypadków niczego nie brakuje. Może poza datą przydatności do spożycia, która czasem bywa wręcz “na granicy”.  Do tych zatrważających statystyk warto także dodać produkty “pierwszej” potrzeby, które ślepo konsumują tutejsi mieszkańcy. Oto dane ukazujące ile “rzeczy” zużywa przeciętna norweska rodzina w ciągu pięciu lat:

1 zmywarka
1 pralka
1 lodówka
1 aparat fotograficzny
2 odtwarzacze DVD
3 telewizory
6 radia / stereo
9 telefonów komórkowych
84 kg sprzętu sportowego
135 kg kosmetyków
175 kg zabawek dla dzieci
288 kg ubrań
1165 kg mebli

130,000 ton ubrań i mebli każdego roku Norwedzy wyrzucają do śmieci. Poddawany rokrocznie recyklingowi sprzęt elektroniczny w tym kraju wynosi około 150,000 ton. To oczywiście statystyczne dane, które patrząc na ruch w sklepach mogą się jeszcze bardziej różnić. Nie tylko wiec w branży spożywczej gołym okiem widać, iż ludzie kupują zdecydowanie więcej niż w rzeczywistości potrzebują…

A jak wygląda temat bez idealizowania? Oczami zwykłego imigranta. Często przybywającego tutaj z dosyć skromnym budżetem. Z własnych obserwacji wiem, iż w taką nazwijmy to skrajność, jaką jest szukanie jedzenia w śmietnikach uderzają nieliczni. Tanim kosztem przecież jakoś też można się wyżywić. Bez dyskomfortu, ryzyka i ewentualnego wstydu. Poza tym wielu broni się honorem, a nawet jeśli ktoś się decyduje to za nic w świecie się nie przyzna. Z obawy, że w oczach ogółu rychło stanie się “dziadem”. A po pewnym czasie pracując tutaj i tak sytuacja pozwala żyć na wystarczająco komfortowym poziomie. Bez większych wyrzeczeń. Nawet jeśli kraj wydaje się być jednym z droższych na kuli ziemskiej.

Patrząc wstecz, gdy mieszkałem tutaj kilka lat temu, nie wiedząc jeszcze o czymś takim jak  freeganizm, spotkałem się jednak z podobnym sposobem na radzenie sobie “w trudnych początkach”.  Po paru “głębszych” znajomi uznali, iż można nam spokojnie zaufać zapraszając pewnej sobotniej nocy do “paśnika”. Całkiem zadbane, osobne pomieszczenie pod dachem było swoistym centrum zaopatrzenia przez jakiś czas. Znaleźć  można było dosłownie wszystko. Owoce w ilościach wykraczających poza możliwości zjedzenia, czy nawet zgrzewki piwa… Dzisiaj każdy wystarczająco zarobił, by więcej tam nie zaglądać…

Znajdowanie pożywienia to jedna kwestia. Kolejna warta poruszenia, to mieszkania. Niekiedy wynajmuje się takowe całkiem puste. Po prostu ściany. Ewentualnie jakiś zlew w kuchni, łazienka. Tutaj problem szybko rozwiązuje wyskok w okolice jakiegoś większego sklepu mającego w ofercie wyposażenie wnętrz. Obok bowiem piętrzy się sterta niekiedy całkiem sprawnego sprzętu. Niektórym wystarczyło kilka godzin, innym dni lub miesiąc aby całkowicie za darmo zaopatrzyć się we wszystko co potrzeba. Można więc bez wydawania nawet jednej korony stać się posiadaczem pralki, lodówki, odtwarzacza DVD, telewizora, czy nawet laptopa. Jest tylko mały “haczyk”. Obok widnieją bowiem informacje “usuwanie pozycji z tego obszaru jest uważane za kradzież”. Najczęściej napis widnieje w trzech językach. Norweskim, angielskim i polskim. No cóż, państwo obsesyjnie próbuje chronić swoje “śmieci”. Przecież taki “klient” nie jest zbyt rentowny dla rozwoju gospodarki.

Z racji większej kontroli nad leżącym tu i ówdzie sprzętem dzisiaj chcąc tańszym kosztem wyekwipować własne cztery ściany trzeba się trochę bardziej postarać. Na szczęście wielu nie tylko bogatych mieszkańców tego kraju chętnie oddaje wcale nie tak bardzo wysłużony towar. Głównie internetowo, jako tak zwany gis bort. 

Wracając do sedna freeganizmu czyli, “nurkowania w śmieciach” jak to niektórzy nazywają. W kraju takim jak Norwegia warunki ku temu są wprost wymarzone. Jeden z najbardziej sprzyjających czynników, czyli dominujący przez sporą część roku chłód sprawia że kosze stają się jedną wielką lodówką. W ten sposób nawet produkty mięsne zachowują względną “świeżość”. Dla mnie osobiście w tej kwestii ciężko się przełamać, chociaż normą są całkiem dobrze wyglądające lub wciąż zamrożone kawałki… Mimo iż doświadczenie mam znikome i pchnęła mnie ku temu raczej ciekawość, a nie totalny idealizm, czy pustka na koncie, to już podczas pierwszego nocnego wypadu efekt przewyższył oczekiwania. Czasem wystarczy zajrzeć do jednego kosza, by po kilkunastu minutach być zaopatrzonym w jedzenie, czy nawet środki chemiczne o wartości przekraczającej 1000 NOK ( ponad 500 złotych ). Tak więc ktoś mający chęci i trochę czasu jest w stanie nie wydawać na wyżywienie ani jednej korony. I przy okazji uwierzyć, że pomaga zbawiać w ten sposób świat…

2 myśli nt. „konsumuj mniej bramy raju są wąskie – freeganizm w Norwegii”

  1. Z racji pewnych życiowych komplikacji obecnie temat lekko zaniedbany, ale co jak co kusi nadal 🙂 więc pewnie kiedyś znów się spróbuje… Zdecydowanie polecam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *