zasypani

Lubie zimę. Dodatkowo im gorsze warunki, to mi paradoksalnie bardziej się podoba. Zabawna dla mnie jest ta cała panika i jak co roku zaskoczeni drogowcy… Tu jednak sytuacja lekko wymknęła się z pod kontroli. Dosłownie za moment czekało nas prawie 2 tys kilometrów jazdy. A śniegu rąbnęło tyle, ile ostatni raz niemal 40 lat temu. Oczywiście pozostała część kraju może się poszczycić wszędobylskim puchem każdego roku. W przybrzeżnym regionie Rogaland zima jednak taka jakaś słabiutka zazwyczaj. Paraliż był wiec murowany. Zamknięta spora ilość dróg. Także tych głównych  Oraz jak na ironie ta która powinna prowadzić nas na prom. Jeszcze kilka godzin przed wyjazdem w kierunku Polski była nadal nieprzejezdna. Poza tym dotarcie pod drzwi w celu wyprowadzki stało się nie lada wyzwaniem. Było więc trochę nerwowo. Czytaj dalej zasypani

konsumuj mniej bramy raju są wąskie – freeganizm w Norwegii

Ostatnio czuć wokół kolejna “mode”. Niosącą ze sobą nie mało kontrowersji i oburzenia. Na polskim forum dotyczącym Norwegii, aż zawrzało. Daleko mi do bycia fanem takich stron, gdzie hejterzy obrzucają się wyzwiskami, powodując w ten sposób wątpliwą wartość użytkowa tego typu websajdow. Jednak wobec tonu jakim zdecydowana większość forumowiczów potraktowała miłośników freeganizmu ciężko jest być obojętnym. Przecież tak naprawdę nikomu nie szkodzą. Co najwyżej sobie… Pojawiły się niestety takie określenia jak śmieciołazy, szczury, żebraki…  Tak sceptycy, by nie powiedzieć wrogowie określają freegan. A kim są naprawdę? Jak wygląda ten społecznościowy ruch od środka, tu w Norwegii.

Czytaj dalej konsumuj mniej bramy raju są wąskie – freeganizm w Norwegii

za oknem zimowo zaczyna się dzień zaczyna kolejny dzień życia

Pomimo zimy Stavanger pod śniegiem to niezbyt częsty widok. Morze które otacza miasto skutecznie ociepla tutejszy klimat. By do woli cieszyć się puchem trzeba więc pofatygować się kawałek w głąb interioru. Tym razem jednak nie jest to konieczne. Nagle bowiem pojawiło się kilkanaście centymetrów świeżości. Taki oddech od deszczu… Od kiedy pamiętam początek zimowego sezonu i widok bieli za oknem działał na mnie mobilizująco. Nie było opcji, aby spędzać ten czas w domowym zaciszu. I tym razem chociaż okoliczności zachęcały raczej do ciepłego łóżka, bo kac po firmowej imprezie nie był bynajmniej przyjemny, to jednak nie byłbym sobą. W ten sposób łatwiej zrzucić maskę w którą ubrałem się zeszłej nocy, bo wypadało przecież trochę popozować. Ostatnio wyjątkowo mam dosyć “całowania na dzień dobry” i bycia miłym dla wszystkich. Tym bardziej, iż niektórzy jakoś specjalnie na to nie zasługują… Wskoczyłem więc na rower. Jeszcze przecież nie zgnuśniałem. A poza tym fajnie czasem przypomnieć sobie jak to kiedyś bez względu na aurę, czy porę dnia własnie w taki sposób wstrzykiwałem sobie dawkę stuprocentowo naturalnych endorfin. Minęło sporo czasu. Mimo sprzeciwu rozsądku, nadal nie myślę odpuścić. Tutaj przynajmniej mój widok, gdy pędzę z góry na złamanie karku nie wymaga tłumaczenia z pobudek dla których to robię.

IMG_4107