o jak ja kocham to miejsce

Od tak dawna w drodze. Czyniac z zycia jedna, wielka podroz. Nieustannie przed siebie. Czasem wolniej probujac wtopic sie w klimat. Czasem niczym jakis szalony rajdowiec-obiezyswiat ledwo wpadlem, a juz mnie nie bylo. Aby dalej, aby do przodu. Szukajac swojego miejsca, swojego kolejnego raju… Byc moze gdzies jakiegos nie dostrzeglem zawladniety mysla, ze jeszcze nie czas, nie tu i nie teraz. Czegos brakowalo. Opetany marzeniami albo raczej glodem doswiadczen jakos nie chcialem stanac w miejscu. Los niekiedy dawal szanse, ktore i tak uparcie odrzucalem. Bo czy warto zadowalac sie polsrodkiem? Zreszta bylo mi z tym dobrze. Niewazne gdzie. Kazdy zakatek swiata potrafil zaskoczyc. Ciagle cos nowego. Codzienne zdumienie i zaspokojona ciekawosc. Czasem tylko dopadalo uczucie, ze czas zwolnic i odpoczac. Spojrzec na swiat inaczej. Zadowalac sie widokiem tej samej ulicy, tego samego obrazka na scianie.
I z tym uczuciem wpadlem tu…

Czytaj dalej o jak ja kocham to miejsce

czasem wolę być zupełnie sam niezdarnie tańczyć na granicy

Santiago i Mendoza to dwa zupelnie inne miasta. Dzieli je jedno z wyzej polozonych przejsc granicznych w andach. W okolicy wznosi sie takze najwyzszy wierzcholek obu Ameryk… Droga robi wrazenie. Testuje na niej hiszpanskojezycznego stopa. Smakuje nowy kontynent. Ponownie łapie wiatr w żagle… Pozniej trace wszystkie ujecia. Obrazy zostaja w glowie. Tak tez moze byc… A ja pocieszam sie tym, ze  zachowalo sie troche zdjec ze spacerow po ulicach tych oddzielonych górami miast….

jeszcze Santiago…

Czytaj dalej czasem wolę być zupełnie sam niezdarnie tańczyć na granicy

stąpając po niepewnym gruncie

Nowozelandzka zima okazała się być wyjątkowo łaskawa. Od dwóch tygodni każdego dnia na niebie pojawiało się słońce. Jedynie nocami temperatura uprzykrzała trochę przebywanie w tym pięknym kraju. Na szczescie okazji do testowania mojego letniego ekwipunku biwkowego było niezbyt wiele. Couchsurfing sprawdzał się wyśmienicie, a nawet jeśli nie miałem zapewnionego noclegu, to w ostatniej chwili z reguły i tak trafiał się ktoś mający jakąś wolną przestrzeń pod dachem.
Zeszłą noc spędziłem jednak na trybunach niewielkiego stadionu, wpatrując się w rozgwieżdżone niebo. Kilka dosyć imprezowych dni spędzonych w towarzystwie pełnej niebanalnych pomysłów lokalnej bohemy wpłynęło jakoś tak dziwnie miażdżąco na wątrobę. Mówiąc więc używką “stop” uznałem, że czas się trochę pomęczyć. Do łask wróciła karimata…

Czytaj dalej stąpając po niepewnym gruncie

gdzieś na szczycie góry – biwak na górze kościuszki

Ten dzień zaczął się ot tak, zwyczajnie, . Dwóch upalonych skejtów i ich wyjątkowy wehikuł. Pod górę z trudem osiagał zawrotną predkość  30, by po chwili przerażonym oczom ukazywał się zamknięty licznik i nawet najostrzejszy zakręt nie wymuszał na prowadzącym zdejmowania nogi z gazu. Przecież nie można wytrącać prędkości, która z takim trudem została osiągnięta. Takie Las Vegas Parano w wersji australijskiej. Po kilkudziesieciokilometrowej, pelnej czasem smiesznych, czasem strasznych zwrotach akcji jezdzie docieram do Thredo. Taki sobie gorski kurort, w ktorym wlasnie pelna para ruszyla robota. Sezon narciarski tuz, tuz.

Czytaj dalej gdzieś na szczycie góry – biwak na górze kościuszki

rozterki autostopowicza – autostop w australii

Dluzej tego nie zniose. Zabawa w australijski autostop stala sie nagle jedna z najbardziej nieprzyjemnych chwil mojego zycia. Do tej pory wszystko ukladalo sie jak nalezy, a teraz nie wiem jak wybrnac z sytuacji. Wokol pustynia i zadnego cienia. Temperatura na tyle wysoka, iz zwyczajne dotkniecie dlonia afaltu staje sie nie lada wyzwaniem…

Czytaj dalej rozterki autostopowicza – autostop w australii

nowe horyzonty – praca w australii

Kolejny dzien w pracy dobiega konca. Ostatnie minuty. Wokol jest juz prawie calkiem ciemno. W lodowce czeka zimne piwo, a po glowie chodzi glownie goracy prysznic. Pozostalo mi tylko umycie pewnego drobiazgu. W ekspresowym tempie siegam po waz ogrodowy, ktorego trzymajac jednoczesnie zaczynam biec. W tym samym momencie katem oka dostrzegam, ze ze zwojow wypelza cos w moim kierunku. Mam wrazenie, ze serce na chwile przestaje mi bic. Nie wiedzac jeszcze z czym mam do czynienia instynkt nakazuje ucieczke.Jest zbyt ciemno na szybka identyfikacje.

Czytaj dalej nowe horyzonty – praca w australii

a wokół pełno gejów

Jest gorace, balijskie przedpoludnie. Wysiadajac z poteznego, klimatyzowanego pikapa roznica powoduje, iz skwar wydaje sie byc duzo wiekszy. Szukajac cienia, rozgladam sie za jakas knajpa. Powinno byc ich tu sporo. To przeciez Kuta, centrum turystyki na tej rajskiej wyspie. Jeszcze kilka lat temu porzadek w tym miescie burzyly bombowe niespodzianki. Teraz jednak znow cieszy sie nieslabnacym powodzeniem, glownie wsrod australijczykow.
Padam z glodu. Wystarczy chwila, a mam juz przed soba nasi goreng, chyba najpopularniejsze danie Indonezji. Czas jednak pomyslec nad jakims lokum. To bedzie ostatnia noc w tym kraju. Czytaj dalej a wokół pełno gejów

daj sie ponieść – tubing na Sumatrze

Ta rzeka wydaje się być bardziej mroczna, niż moglem sobie wyobrazić. Zdecydowanie bardziej mroczna, niż mgła przyklejona miejscami do znajdujacej sie wokół ciemnej dżungli. Czuję, że serce bije mi coraz mocniej. Strach? Ekscytacja? A może jeszcze coś innego? W zasięgu wzroku próbuje odnależć jakiś mniej wzburzony odcinek. Tak aby początek jakoś przetrwać. Przez chwilę pojawia sie myśl, że to chyba nie jest dobry pomysł… Czytaj dalej daj sie ponieść – tubing na Sumatrze