troche nie bardzo da sie to przewinąć trzeba do innego portu zawinąć

Wymarzyła mi sie kiedys wielka, calkowicie spontaniczna wedrowka. Bez pospiechu, sztywnych dat, planow, poukladanego harmonogramu. Takie bardzo wolnosciowe, hedonistyczne czerpanie z zycia jak najwiecej i branie tego co najlepsze. Jazda pelna geba… Okreslilem to nawet dosyc gornolotnie jako Podroz Zycia. Nastepnie powstal delikatny zarys. Poczatek mial byc gdzies w Azji. Potem do przodu, zdecydowanie niskobudzetowo, z dala od lotnisk i utartych szlakow, stopem… Pomimo iz mialem juz na koncie kilka blizszych lub dalszych solowek i nauczylem sie czuc dobrze sam ze soba, to jednak w glowie narodzil sie taki troche socjologiczny projekt. Postanowilem odnalesc i zgarnac ekipe gdzies ze swiata internetu. W tym celu na obrosnietym juz niejako kultem travelbicie zarzucilem taki oto post:

Witam 
Jesli masz ochote poznac troche świata i dysponujesz jednoczesnie sporą iloscią wolnego czasu, to ta propozycja jest własnie dla Ciebie. Przełom wrzesnia i pazdziernika bedzie dla mnie poczatkiem podrozy. Mysle, ze spokojnie moge ją nazwac “podróżą życia”, chociaż dokąd dokładnie dotrę tego jeszcze nie wiem :) Oczywiście wstępny kierunek znam. Tak więc, na początek pociąg na wschód, a potem przez Indochiny, Sumatre w strone Australii. Raczej bez korzystania z samolotu. Chociaż są miejsca, które chciałbym zobaczyć bardziej, a inne mniej, to jednak sztywnego planu nie mam.  Aktywnie, ale bez pospiechu i konkretnej daty powrotu. Takie megaspontaniczne szukanie przygód. Całość oczywiście niskobudżetowa.  I tak właśnie sobie myślę, ze zapewne jest ktoś, kto ma podobne plany… Szczerze, to chciałbym, aby uzbierała się dość spora grupka, która w każdej chwili, może na dłuższą, bądż krótszą chwile się rozdzielić, by podczas kolejnego spotkania, gdzies po drodze, wymieniać doświadczenia. Nie koniecznie musi to być wędrówka dookoła całego globu, chociaż bez wątpienia byłoby miło… Tak więc jestem otwarty na propozycje i czekam na odzew…
 
 
Odzew byl spory bo przeciez akcja tez nie byle jaka. Niektorym nie zgral kierunek, innym termin. Jeszcze inni nakrecali sie, po czym milczeli… Ostatecznie chociaz zupelnie nie po mojej mysli, no ale z pelna akceptacja, bo przeciez mial byc spontan, poczatkiem grudnia wystartowalismy. Na Okeciu oprocz mnie zjawily sie dwie, znaczaco rozniace sie od siebie dziewczyny, Anka i Pogo oraz calkiem pozytywny zawodnik Ollo… Pierwszym krajem na tej zupelnie niezaplanowanej drodze stala sie wiec ogarnieta wtedy buntem i zamieszkami Tajlandia, do ktorej notabene przylot w owym czasie byl nie lada wyzwaniem, gdyz wiekszosc polaczen z Europa bylo zawieszonych… Tak wiec wprost z przypruszonej juz sniegiem Polski przenioslem sie w swiat egzotyki, dzikich plaz, zajebistego jedzenia, a z drugiej strony dziwek, opium, dobrze zakamuflowanych transwestytow…

Czytaj dalej troche nie bardzo da sie to przewinąć trzeba do innego portu zawinąć